ść niecodzienna
Codzienno
O
Matce Polce , o Bobasie...i ani
trochę o Huzbendzie .
Matka Polka właśnie próbuje
pisać swój pierwszy felieton. A nie jest
to łatwe,bo tysiące myśli brzęczą jej
w głowie. A żeby to tylko były myśli
pisarskie! Własnie tych jest najmniej. Za
to najwięcej takich czy kurczak sam z
lodówki ucieknie czy jednak trzeba będzie
go w końcu wyjąć. Czy Bobas jedyny,
najsłodszy dzisiaj noc prześpi czy znowu
będzie się musiała Matka Polka zrywać
i głaskać, przytulać, karmić, przebierać,
przykrywać?Czy lepiej pozmywać ten
stos naczyń. A może zrobić im zdjęcie i
wysłać do Husbenda?I jak sami widzicie.
Czas mija.
Ach!Ii jeszcze sen dzisiejszy Matki Polki, że
wujkiem jej był sam Steven Segal (co dla
wtajemniczonych oznacza pełen napięcia
a także akcji)i razem ratowali świat przed
gnijacymi bananami wydzielajacymi
zabójczą woń. Nie wie tylko dlaczego w
jej śnie wujek Segal powiedział pędząc
czyli
Matka
Polka
na
obrotach
część I
komuś na ratunek, że ma ona wyprać i
wyprasować mu spodnie. Ale wroćmy
do felietonu. Od czego by tu zaczać?A
no może o ostatniej Niedzieli.Piękna
była i słoneczna świeczna. Wybrała
się więc Matka Polka z Bobasem do
parku, posłuchać angielskiego zespołu
z muzyką jazzową. Dla jednych JAZZ
to jazgotanie, szarpidruty i nie mogą
tych dźwieków zdierżyć. Dla innych to
piękno soczyste. Matka Polka, jako że w
drugiej jest grupie, usiadła z Bobasem na
kocu (którego Bobas wogóle nie polubił
i wszędzie go było pełno) i w tłumie
podobnych do niej czekała na dźwięki.
Jakże się zdziwiła gdy kilku starszych
panów rozpoczęło koncert. Nie zgrywali
się w tych swoich dźwiękach!Do tego
jeszcze jakieś malżeństwo usiadło
dokładnie przed nią. Zapalili wielgaśnie
papierosy. Czuła się Matka Polka jak
w palarni. I nic nie pomógł szum drzew
i delikatny wietrzyk.
Ale przystosować się trzeba więc