Marzec Special 2013 Walentynki 2011 | Page 145

ść niecodzienna Codzienno O Matce Polce , o Bobasie...i ani trochę o Huzbendzie . Matka Polka właśnie próbuje pisać swój pierwszy felieton. A nie jest to łatwe,bo tysiące myśli brzęczą jej w głowie. A żeby to tylko były myśli pisarskie! Własnie tych jest najmniej. Za to najwięcej takich czy kurczak sam z lodówki ucieknie czy jednak trzeba będzie go w końcu wyjąć. Czy Bobas jedyny, najsłodszy dzisiaj noc prześpi czy znowu będzie się musiała Matka Polka zrywać i głaskać, przytulać, karmić, przebierać, przykrywać?Czy lepiej pozmywać ten stos naczyń. A może zrobić im zdjęcie i wysłać do Husbenda?I jak sami widzicie. Czas mija. Ach!Ii jeszcze sen dzisiejszy Matki Polki, że wujkiem jej był sam Steven Segal (co dla wtajemniczonych oznacza pełen napięcia a także akcji)i razem ratowali świat przed gnijacymi bananami wydzielajacymi zabójczą woń. Nie wie tylko dlaczego w jej śnie wujek Segal powiedział pędząc czyli Matka Polka na obrotach część I komuś na ratunek, że ma ona wyprać i wyprasować mu spodnie. Ale wroćmy do felietonu. Od czego by tu zaczać?A no może o ostatniej Niedzieli.Piękna była i słoneczna świeczna. Wybrała się więc Matka Polka z Bobasem do parku, posłuchać angielskiego zespołu z muzyką jazzową. Dla jednych JAZZ to jazgotanie, szarpidruty i nie mogą tych dźwieków zdierżyć. Dla innych to piękno soczyste. Matka Polka, jako że w drugiej jest grupie, usiadła z Bobasem na kocu (którego Bobas wogóle nie polubił i wszędzie go było pełno) i w tłumie podobnych do niej czekała na dźwięki. Jakże się zdziwiła gdy kilku starszych panów rozpoczęło koncert. Nie zgrywali się w tych swoich dźwiękach!Do tego jeszcze jakieś malżeństwo usiadło dokładnie przed nią. Zapalili wielgaśnie papierosy. Czuła się Matka Polka jak w palarni. I nic nie pomógł szum drzew i delikatny wietrzyk. Ale przystosować się trzeba więc