Marzec Special 2013 Walentynki 2011 | Page 104

Kelly race G od Boscha Kochane, zróbmy sobie prezent. Od czego zaczynam? Od ulepszaczy! W czerwonej buteleczce, w płaskiej, podłużnej tubce, w fikuśnym słoiczku, przywołującym domowe i całkiem niedorzeczne skojarzenia z najpyszniejszą pod słońcem, babciną konfiturą. Na oko, pod oko, na czoło i na lepsze myślenie. Ten ma podnieść, tamten przygładzić, uwypuklić lub wręcz wspak, przypłaszczyć. Uczynić doskonałą. Codziennie rano, za wszelką cenę, staram się dojść do kompromisu ze swoim odbiciem w lustrze. I czasem marny to bywa kompromis, okupiony nerwowym skurczem żołądka – cholera, znów spóźnię się na autobus, znów będę dreptać przed gabinetem szefa, układając mało wiarygodną historię o odwiedzinach babci (przyleciała niespodziewanie, co miałam robić, musiałam odebrać staruszkę z lotniska!). Ale nie mogę, nie mogę się spóźnić – o minutę, nie, o sekundę, przecież muszę być doskonała! W pośpiechu chwytam pasek, na oślep celuję w oczka szlufek... nie, to nie ten! Ten wygląda koszmarnie, poza tym nosiłam go już wczoraj. Z bluzką jeszcze gorzej; 104 Lejdiz biała ze stójką, a może ecru? Niedawno przeczytałam, że znów modna jest inspiracja stylem Grace Kelly: nie dosłowne cytaty, ale próba wykreowania kobiety o nienagannej prezencji - od rana do zmierzchu. O, rany! To mnie znów przyciąga do lustra; zachodzę w głowę – czy idealna Kelly też upinała włosy, usiłując jednocześnie zjeść kanapkę, odebrać smsy (może to szef, który znowu każe być w biurze godzinę wcześniej?) i nakarmić wiecznie głodne koty? No i za pięć godzin... nie, nie mam już czasu, sz