Marzec Special 2013 Lejdiz Wiosna 2011 | Page 150

podróże zaczepkę przyjęły jako dowód adoracji Europejczyka i zachwytu Europejki, za co odwdzięczyły się złotym uśmiechem i odeszły, przejęte i wyraźnie zadowolone. Do hostelu, w którym planowaliśmy się zatrzymać, trafiliśmy w środku nocy, wiezieni przez charyzmatycznego taksówkarza w tureckim tempie ponad 120 km/h. Sporo czasu zabrała nam jeszcze pobudka właściciela budynku, Baby, zameldowanie oraz ustalenie, na migi, reszty formalności. Wkrótce potem mogliśmy cieszyć się kąpielą w dawno niesprzątanej łazience oraz snem na twardych tapczanach. Piękne są śpiewy muezinów w Turcji... Tamtejszej nocy obudził mnie duet! Prawdopodobnie dlatego, że z każdej strony otaczały nas meczety, także ten Błękitny. Nawet fakt, że tak prędko przerwali mój odpoczynek, nie powstrzymał wzruszenia. Chyba stęskniłam się już za tymi śpiewami, które rozbudziły także wspomnienia wypraw do Maroko... Istambuł, ostatni przystanek przed Azją i pierwszy w drodze dalekowschodnich wędrowców zmierzających do Europy, powitał nas równie niechętnie, co pani wydająca wizy - chłodem, a do tego zimnym deszczem i przeszywającym wiatrem. Niewielu spotkaliśmy turystów, co potęgowało wrażenie, że wielokulturowość ma tam całkowicie odmienny skład. A powietrze niesie ze sobą powiew orientu. Kiedy wybraliśmy się przyjrzeć się miastu, lało, wiało i było zimno. Szkoda. Po drodze - jakby tradycyjnie już w kraju muzułmańskim - mijaliśmy niezliczone ilości kotów, których obecność zawsze wprowadza atmosferę magii i tajemniczości. Minęliśmy imponującą bogactwem kształtów bryłę Błękitnego Meczetu i zaraz potem ujrzeliśmy nieco skromniejszą, starszą i bardziej doświadczoną przez wielowiekową historię, Hagę Sofię. Po obowiązkowej w tak zimny poranek wizycie w miejscowej kawiarni, instrukcjach odradzających kupowanie czegokolwiek, zawędrowaliśmy na słynny Wielki Bazar, licząc na schronienie 150 Lejdiz wiosna 2011 Turcja Morze Turcja Hagia Sophia Targ Rybny