podróże
zaczepkę przyjęły jako dowód adoracji
Europejczyka i zachwytu Europejki, za
co odwdzięczyły się złotym uśmiechem
i odeszły, przejęte i wyraźnie zadowolone.
Do hostelu, w którym planowaliśmy się
zatrzymać, trafiliśmy w środku nocy, wiezieni
przez charyzmatycznego taksówkarza
w tureckim tempie ponad 120 km/h.
Sporo czasu zabrała nam jeszcze pobudka
właściciela budynku, Baby, zameldowanie
oraz ustalenie, na migi, reszty formalności.
Wkrótce potem mogliśmy cieszyć się kąpielą
w dawno niesprzątanej łazience oraz snem na
twardych tapczanach.
Piękne są śpiewy muezinów w Turcji...
Tamtejszej nocy obudził mnie duet!
Prawdopodobnie dlatego, że z każdej strony
otaczały nas meczety, także ten Błękitny.
Nawet fakt, że tak prędko przerwali mój
odpoczynek, nie powstrzymał wzruszenia.
Chyba stęskniłam się już za tymi śpiewami,
które rozbudziły także wspomnienia wypraw
do Maroko...
Istambuł, ostatni przystanek przed Azją
i pierwszy w drodze dalekowschodnich
wędrowców zmierzających do Europy,
powitał nas równie niechętnie, co pani
wydająca wizy - chłodem, a do tego
zimnym deszczem i przeszywającym
wiatrem. Niewielu spotkaliśmy turystów, co
potęgowało wrażenie, że wielokulturowość
ma tam całkowicie odmienny skład.
A powietrze niesie ze sobą powiew orientu.
Kiedy wybraliśmy się przyjrzeć się miastu,
lało, wiało i było zimno. Szkoda. Po
drodze - jakby tradycyjnie już w kraju
muzułmańskim - mijaliśmy niezliczone
ilości kotów, których obecność zawsze
wprowadza atmosferę magii i tajemniczości.
Minęliśmy imponującą bogactwem kształtów
bryłę Błękitnego Meczetu i zaraz potem
ujrzeliśmy nieco skromniejszą, starszą
i bardziej doświadczoną przez wielowiekową
historię, Hagę Sofię. Po obowiązkowej w
tak zimny poranek wizycie w miejscowej
kawiarni, instrukcjach odradzających
kupowanie czegokolwiek, zawędrowaliśmy
na słynny Wielki Bazar, licząc na schronienie
150 Lejdiz
wiosna 2011
Turcja Morze
Turcja Hagia Sophia
Targ Rybny