MANEzette #3 3\2014 | Page 43

Pozostałe Skyworld Tytułowy utwór winien chyba być wizytówką całego albumu? To generalnie dobre dzieło. Przez brak chóru oraz podniosłości jest znacznie spokojniejszy, niż pozostałe piosenki. Świetne są skrzypce w swoistym „refrenie”, bardzo ładnie podkreślają klimat i naprawdę dodają kolorów. Błędem jest nieco przesadzenie z dodatkami muzyki elektronicznej, Skyworld mógłby się łatwo obronić, używając tylko instrumentów konwencjonalnych. Nie jest to najlepszy utwór, ale bardzo dobry? Na pewno! El Dorado Tutaj to dopiero mamy energię, podbuzowanie, emocje oraz czystą i tryskającą w każdej sekundzie epickość! Jak zawsze, trąby, skrzypce, bębny, wtrącenia muzyki elektronicznej przy wstępie oraz niesamowity, doskonale skomponowany refren. Gdy słuchałem „El Dorado”, brzmiał niesamowicie swojsko, do tego stopnia, że aż później sprawdziłem. „El Dorado” brzmi kropka w kropkę jak „To Build An Army” autorstwa Evening Star, refren i jego konstrukcja są bardzo podobnie. To jeden z najlepszych utworów, nie tylko tego albumu, ale całego Two Steps from Hell ogółem. The End is Beginning Najgorsze dzieło tego albumu, ewidentnie wszystkie te „nowości” tutaj kompletnie nie wypaliły. Angielski i zrozumiały chór ewidentnie psuje tu klimat, wstęp oparty na elektronice powoduje ból uszu. Do tego jest przydługi, większość piosenek Two Steps From Hell z wcześniejszych zbiorów miała od dwóch do trzech minut długości. Tymczasem w „Skyworld” mnóstwo utwo- rów ma powyżej czterech, co tutaj ewidentnie nie działa na korzyść „The End is Beginning”. All The King’s Horses Najkrótsza pieśń w „Skyworld”, bardzo energiczna, z szybkimi pociągnięciami smyczka i bardzo szybkim rytmem. Chór pojawia się tylko na moment i szczęśliwie nie jest irytujący, cały utwór pozostawia bardzo dobre wrażenie. Aż chce się śpiewać ten najsłynniejszy wierszyk angielski, który jest kanwą tego tytułu: Humpty Dumpty sat on a wall, Humpty Dumpty had a great fall. All the king’s horses and all the king’s men Couldn’t put Humpty together again. albumie. Blackheart Stoi tuż obok „El Dorado”, jeśli chodzi o doskonałość refrenu, te idealne przejścia instrumentów oraz sposób używania poszczególnych części orkiestry są po prostu wspaniałe. „Blackheart” jest kolejnym utworem, w którym chór pojawia się tylko w samej końcówce, co jest w tym wypadku akurat dużym plusem, a główny theme z łatwością to rekompensuje. Im dłużej się przysłuchuję temu dziełu tym bardziej dochodzę do wniosku, że „Heart of Courage” z albumu „Invincible” jest przereklamowany. „Blackheart” nie jest czystą łupaniną, lecz naprawdę dobrze przemyślaną kompozycją. Juggernaut Realm Of Power Nieco przydługawy, ale mimo wszystko pięknie skomponowany utwór. Na wyróżnienie zasługuje szczególnie wstęp z doskonale zintegrowanymi instrumentami dętymi i smyczkowymi. Później niestety trochę się rozpływa w patosie, charakterystycznym dla „Archangel”. Mimo wszystko godny polecenia. Niestety, ale „Juggernaut” jest tylko nieznacznie lepszy od „The End is Beginning”. Trochę przerost formy nad treścią, za dużo instrumentów naraz, chór po raz kolejny irytuje, zamiast wzbudzać napięcie. Wyjątkowo tutaj krótkość kompozycji jest zaletą, co powoduje, że nie ma się ochoty w połowie go przełączyć. Winterspell Dark Ages Zaczyna się bardzo łagodnie, z instrumentami klawiszowymi oraz delikatnym, żeńskim wokalem. Tak jest przez około jedną trzecią całości, potem wchodzimy na wyższe obroty. Mamy bardzo charakterystyczną nutkę o posmaku muzyki średniowiecznej, a sposób, w jaki został skomponowany refren, zasługuje na najwyższe pochwały. Części, gdy nie ma chóru przypominają delikatnie mocno podpakowany soundtrack do Europa Universalis. Jedna z lepszych pieśni w całym Doskonały wstęp, świetne budowanie napięcia. Pierwsze odgłosy bębnów nadają bardzo bojowy rytm, zapowiadający tytułowe Mroczne Wieki. Cała pieśń budzi skojarzenia z orkowym bądź nieumarłym soundtrackiem do Warcrafta III oraz World of Warcraft. „Dark Ages” jest jedynym utworem z albumu, który powstał znacznie wcześniej (dokładnie, to w nieopublikowanym zbiorze – „Nemesis”). Absolutnie godny polecenia. 43