MANEzette #1 1\2013 | Page 42

niektóre wątki z  biografii Kołczaka – usunięto między innymi wszystkie ciemne plamy na jego życiorysie, przez co admirał wydaje się być lepszym człowiekiem, niż był w  rzeczywistości. Czego jednak spodziewać się po filmie ponoć współfinansowanym przez rosyjskie ministerstwo kultury… Również i  strona techniczna filmu momentami kuleje. Tyczy się to zwłaszcza bitew morskich, w  których niepotrzebnie zastosowano patent z  trzęsącą się kamerą. Z  kolei muzyka w  pewnej kwestii przypomina tę z  “Avatara” – pomaga wprawdzie wczuć się w  klimat filmu, jednak zbyt szybko się o  niej zapomina. Z  początku spodziewałem się, że dużo zarzutów zbierze się wobec osób odpowiedzialnych za scenografię i  kostiumy, jednak myliłem się, tym bardziej że w  tej drugiej kwestii Rosjanie są prawdziwymi ekspertami (co by nie mówić, to ich przedstawienie naszej husarii jest najbliższe prawdy). Czy mowa o  eleganckich sukniach i  mundurach carskiej floty, czy też o  strojach zrewoltowanych marynarzy – wszystko zostało odwzorowane z  dbałością o  detale. Jedynymi rzeczami, których można się czepić, są lokomotywy z  innej epoki i  współczesna flaga jednego z  państw zamiast ówczesnej – nie napiszę którego, bo i  tak tego nie zauważycie. Za to z  pewnością kilkoro z  Was stwierdzi, że ostatnia scena “Admirała” dziwnie przypomina pewien amerykański film. Nie wiem, czy imć Krawczuk przed pójściem do pracy naoglądał się za dużo “Titanica”, czy też może 42 zbieżność jest przypadkowa. Czy jest to jednak wada? Polemizowałbym. Jak więc należy ocenić “Admirała”? Nie jest to film zły; śmiem nawet twierdzić, że gdyby w  Polsce nakręcono coś na zbliżonym poziomie o, powiedzmy, bitwie pod Chocimiem, to cała prasa krajowa trąbiłaby o  hicie. Jednakże Krawczuk mimo faktu, że dysponował solidnym budżetem, zdolnymi aktorami i  poparciem władz – rzecz w  Rosji bardzo ważna! – nie stworzył dzieła wybitnego. “Admirał” jest filmem dobrym, który jednak poważnie cierpi z  powodu nierównego tempa akcji i  konieczności skrócenia go do dwóch godzin. Z  tego też powodu należy mu się mocne 6/10, w  porywach 7/10. Lecz po seansie wyłączamy DVD, włączamy telewizor… … a  tam “1920 Bitwa Warszawska”. I  nagle nachodzi nas ochota na ponowne obejrzenie filmu o  admirale Kołczaku. PS. Jak donosi niezawodny Internet, w  rok po premierze “Admirała” rosyjska telewizja wyemitowała dziesięcioodcinkowy serial, będący swego rodzaju rozwinięciem wersji kinowej (podobny patent zastosowano w  wypadku naszego “Ogniem i  mieczem”). Oznacza to, że zarzut, iż film jest za krótki mógł się zdezaktualizować, jednak nie udało mi się dotrzeć do telewizyjnej wersji “Admirała”, stąd nie mogę tego sprawdzić. Jeśli jednak moje przypuszczenia są prawdziwe, możecie śmiało dodać do oceny jedno, może dwa oczka. Admirał Gatunek: historyczny, melodramat, wojenny Rok premiery: 2008 Kraj: Rosja Reżyseria: Andriej Krawczuk Scenariusz: Zoja Kudria, Władi- mir Wałucki Obsada: Konstantin Chabienski, Jelizawieta Bojarska, Siergiej Biezrukow, Anna Kowalczuk i  inni