niektóre wątki z biografii Kołczaka
– usunięto między innymi wszystkie ciemne plamy na jego
życiorysie, przez co admirał wydaje się być lepszym człowiekiem,
niż był w rzeczywistości. Czego
jednak spodziewać się po filmie
ponoć współfinansowanym przez
rosyjskie ministerstwo kultury…
Również i strona techniczna filmu momentami kuleje. Tyczy się
to zwłaszcza bitew morskich,
w których niepotrzebnie zastosowano patent z trzęsącą się
kamerą. Z kolei muzyka w pewnej
kwestii przypomina tę z “Avatara”
– pomaga wprawdzie wczuć się
w klimat filmu, jednak zbyt szybko
się o niej zapomina.
Z początku spodziewałem się,
że dużo zarzutów zbierze się wobec osób odpowiedzialnych za
scenografię i kostiumy, jednak
myliłem się, tym bardziej że w tej
drugiej kwestii Rosjanie są prawdziwymi ekspertami (co by nie
mówić, to ich przedstawienie naszej husarii jest najbliższe prawdy).
Czy mowa o eleganckich sukniach
i mundurach carskiej floty, czy też
o strojach zrewoltowanych marynarzy – wszystko zostało
odwzorowane z dbałością o detale. Jedynymi rzeczami, których
można się czepić, są lokomotywy
z innej epoki i współczesna flaga
jednego z państw zamiast ówczesnej – nie napiszę którego, bo
i tak tego nie zauważycie.
Za to z pewnością kilkoro
z Was stwierdzi, że ostatnia scena
“Admirała” dziwnie przypomina
pewien amerykański film. Nie
wiem, czy imć Krawczuk przed
pójściem do pracy naoglądał się
za dużo “Titanica”, czy też może
42
zbieżność jest przypadkowa. Czy
jest to jednak wada? Polemizowałbym.
Jak więc należy ocenić “Admirała”? Nie jest to film zły; śmiem
nawet twierdzić, że gdyby w Polsce nakręcono coś na zbliżonym
poziomie o, powiedzmy, bitwie
pod Chocimiem, to cała prasa krajowa trąbiłaby o hicie. Jednakże
Krawczuk mimo faktu, że dysponował
solidnym
budżetem,
zdolnymi aktorami i poparciem
władz – rzecz w Rosji bardzo ważna! – nie stworzył dzieła
wybitnego. “Admirał” jest filmem
dobrym, który jednak poważnie
cierpi z powodu nierównego tempa akcji i konieczności skrócenia
go do dwóch godzin. Z tego też
powodu należy mu się mocne
6/10, w porywach 7/10. Lecz po
seansie wyłączamy DVD, włączamy telewizor…
… a tam “1920 Bitwa Warszawska”. I nagle nachodzi nas ochota
na ponowne obejrzenie filmu
o admirale Kołczaku.
PS. Jak donosi niezawodny Internet, w rok po premierze
“Admirała” rosyjska telewizja wyemitowała dziesięcioodcinkowy
serial, będący swego rodzaju rozwinięciem
wersji
kinowej
(podobny patent zastosowano
w wypadku naszego “Ogniem
i mieczem”). Oznacza to, że zarzut,
iż film jest za krótki mógł się
zdezaktualizować, jednak nie udało mi się dotrzeć do telewizyjnej
wersji “Admirała”, stąd nie mogę
tego sprawdzić. Jeśli jednak moje
przypuszczenia są prawdziwe, możecie śmiało dodać do oceny
jedno, może dwa oczka.
Admirał
Gatunek: historyczny, melodramat, wojenny
Rok premiery: 2008
Kraj: Rosja
Reżyseria: Andriej Krawczuk
Scenariusz: Zoja Kudria, Władi-
mir Wałucki
Obsada: Konstantin Chabienski,
Jelizawieta Bojarska, Siergiej Biezrukow, Anna Kowalczuk i inni