Kill The Fez! March 2014 | Page 42

PROZA Badając, odkrywał komnaty i ko­ mnaty, podziemia i kilometry ksiąg. Słowa przesączały się w niego, czarne ulice pokrywały wielości milczących zapisanych kart, spojrzał w niebo, w gwiazdę, tę największą, 42 tę jak groszek, dziś było jej tylko pół, obejrzał horyzont mniej chyba purpurowy niż kiedyś, zastanawiał się, co by mu powiedziała jego matka. Widząc stosy ciał. Nie mógł nic zrobić, nie potrafił im nawet wysnuć opowieści – głos się łamał. W najgłębszym z lochów nauczył się czytać. W najgłębszym lochu znalazł zamknięte powietrze sprzed skażenia i znalazł klucz, chciał oddychać tym życiodajnym płynem, tak zrozumiał z urywków, które pozostały, które zrozumieć potrafił, zastanawiał się, czy naprawdę mo­ gło być lepsze niż skażenie. Nie było. Wypełniając mu płuca bólem, uciekł, zanim zdążyło go zabić. Wrócił do tamtego lasu, ale nie zrozumiał słów. * T. Pratchett, Niuch, przeł. P. W. Cho­ lewa, Warszawa 2011, s. 181. ilustracja: ginny358 i Betty Nobs jechał, jakby już kiedyś jeździł, jak­ by pamiętał jak rzecz nie do zapo­ mnienia, tak podróżował dnie i dnie i dnie jak nakazała, nie zatrzymywał się w postoju, przyczepił resztę noszonych strzępków kart, las go żegnał, szeleszcząc smutno, chciał przeczytać wszystkie jego słowa, chciał zrozumieć, nieistotne co. Trzeciego dnia znalazł miasto i ono znalazło jego, setki i setki ich i matek, mury z kamienia, mury z czerni, mury, takich jeszcze nie widział, spodziewał się gwaru, nie było gwarne, nie, matki i oni to miasto nie było dobre, to miasto umarło, już z niego nie wyjechał.