Bluesman
Ponder
ilustracja: Swirley
Przy drodze siedzi bluesman. Gra na
gitarze. Czasami coś zachrypi. Być
może to głęboki życiowy przekaz,
być może kompletny bełkot – nie
sposób stwierdzić, bo krtań arty
sty wymęczyły dekady spożywania
nikotyny i wódki. Coś jednak jest
w tej charczącej muzyce, że ciężko
nie przystanąć chociaż na kilka
sekund. Może nawet wrzucić mu do
lara do czapki. Potem pójść sobie
i nie zastanawiać się, kim był ten
niedogolony Murzyn z krawężnika.
Prawda jest taka, że bluesman jest
tak naprawdę znaną gwiazdą, która
przebrała się w stare łachy, żeby
siedzieć przy drodze i udawać utale
n owanego żebraka. Właściwie to to
t
wcale nie jest prawdą. Ale
jak by było miło, gdyby tak
właśnie było. Do jakiegoś
stopnia może zresztą nie
jest to też tak całkowite
zmyślenie? Na wisko blues
z
mana może znać ylko
t
jego najbliższa rodzina,
jego twarz może być
łatwa do zapomnie ia,
n
ale tutaj, na tym kró kim
t
odcinku drogi blu sman
e
jest większy od wszy
stkich Rayów Cha le
r
sów świata.
Może zresztą bluesman jest mo
tylem. To nie jest znowu aż tak
nieprawdo odobne. Może to zwy
p
kły owad, który przysiadł tu, żeby
odpocząć trochę podczas zbie
rania nektaru, a z jakichś względów
wszyscy na jego widok poczuli, że
to jest właśnie miejsce, w którym
powinno być słychać bluesa i zwizu
alizowali sobie tego typowego czar
ne o żebraka z akustyczną gitarą
g
pamiętającą pewnie czasy prohibicji.
I dlatego ten człowiek nadal nie jest
sławny. Łowcy talentów zjeżdżają
się na tę brudną uliczkę New Jersey
i próbują zaproponować muzykowi
kontrakt, ale on nie słucha, bo jak
ma słuchać, skoro tak naprawdę
nie jest niczym więcej, jak durnym
35