Invited Magazine Issue 4 | Page 95

The Flying Eyes to Amerykanie. Kwartet z Baltimore rozpocz?? muzyczn? przygod? w 2007 roku. Osobliw? nazw? psychodeliczni bluesmani zaczerpn?li z powie?ci z 1962 roku, autorstwa ameryka?skiego pisarza sciencefiction, J. Huntera Holly’ego, zatytu?owanej w?a?nie „The Flying Eyes”. Jak to w przypadku takiej literatury nietrudno si? domy?li?, o czym traktuje Holly w swojej ksi??ce. W powie?ci gigantyczne, bezcielesne oczy zst?puj? na ziemi?, by kontrolowa? ludzko??. Tyle w kwestii nazwy bo ju? muzyka, jak? tworzy ameryka?ski kwartet to klasyczny blues, w którym s?ycha? fascynacj? brzmieniami z ko?ca lat sze??dziesi?tych. P?yty Lataj?cych Oczy na pró?no szuka? na sklepowych pó?kach. Ale tak si? akurat dobrze sk?ada, ?e któ? lepiej za?atwia rzeczy niemo?liwe, ni? ?wi?ty Miko?aj. W piosenkach Lataj?cych Oczu gitara na przemian j?czy i wrzeszczy, jak w mi?osnym uniesieniu, dok?adnie tak samo jak wokal, który s?uchacza dos?ownie uderza przejmuj?cym, przeszywaj?cym cia?o t?pym, z?batym ostrzem. Dialogowe partie gitara-wokal zawsze prowadz? s?uchacza na sam szczyt muzycznej uczty. Sekcja rytmiczna to kr?gos?up, który trzyma w ryzach t? impulsywn? par?. The Flying Eyes to wehiku? czasu dla tych, co spragnieni s? muzyki na organicznym poziomie. ?ywej, t?tni?cej, oddychaj?cej, mokrej i gor?cej. Król Jaszczurów w pewno?ci? nie przewraca si? w grobie, s?ysz?c takie granie. Niestety i w tej opowie?ci musi by? smutny w?tek. Musi by? jaka? z?a królowa, która wszystko schrzani, gdy ju? historia zmierza ku szcz??liwemu ko?cowi. P?yty Lataj?cych Oczy na pró?no szuka? na sklepowych pó?kach. Ale tak si? akurat dobrze sk?ada, ?e któ? lepiej za?atwia rzeczy niemo?liwe, ni? ?wi?ty Miko?aj. Zatem Kochany ?wi?ty Miko?aju, dajmy spokój Morrisonowi, sprowad? mi Lataj?ce Oczy. Nie jestem wybredna, mo?esz ich nawet zamkn?? w ma?ym kwadratowym pude?eczku, które ?atwo wsun?? pod poduch?. tekst: Magda ?ysek