The Flying Eyes to Amerykanie. Kwartet z
Baltimore rozpocz?? muzyczn? przygod? w
2007 roku. Osobliw? nazw? psychodeliczni
bluesmani zaczerpn?li z powie?ci z 1962 roku,
autorstwa ameryka?skiego pisarza sciencefiction, J. Huntera Holly’ego, zatytu?owanej
w?a?nie „The Flying Eyes”. Jak to w przypadku
takiej literatury nietrudno si? domy?li?, o czym
traktuje Holly w swojej ksi??ce. W powie?ci
gigantyczne, bezcielesne oczy zst?puj? na
ziemi?, by kontrolowa? ludzko??. Tyle w
kwestii nazwy bo ju? muzyka, jak? tworzy
ameryka?ski kwartet to klasyczny blues, w
którym s?ycha? fascynacj? brzmieniami z ko?ca
lat sze??dziesi?tych.
P?yty Lataj?cych Oczy na pró?no
szuka? na sklepowych pó?kach.
Ale tak si? akurat dobrze sk?ada,
?e któ? lepiej za?atwia rzeczy
niemo?liwe, ni? ?wi?ty Miko?aj.
W piosenkach Lataj?cych Oczu gitara na
przemian j?czy i wrzeszczy, jak w mi?osnym
uniesieniu, dok?adnie tak samo jak wokal, który
s?uchacza dos?ownie uderza przejmuj?cym,
przeszywaj?cym cia?o t?pym, z?batym
ostrzem. Dialogowe partie gitara-wokal zawsze
prowadz? s?uchacza na sam szczyt muzycznej
uczty. Sekcja rytmiczna to kr?gos?up, który
trzyma w ryzach t? impulsywn? par?. The Flying
Eyes to wehiku? czasu dla tych, co spragnieni
s? muzyki na organicznym poziomie. ?ywej,
t?tni?cej, oddychaj?cej, mokrej i gor?cej. Król
Jaszczurów w pewno?ci? nie przewraca si? w
grobie, s?ysz?c takie granie.
Niestety i w tej opowie?ci musi by? smutny
w?tek. Musi by? jaka? z?a królowa, która
wszystko schrzani, gdy ju? historia zmierza ku
szcz??liwemu ko?cowi. P?yty Lataj?cych Oczy
na pró?no szuka? na sklepowych pó?kach. Ale
tak si? akurat dobrze sk?ada, ?e któ? lepiej
za?atwia rzeczy niemo?liwe, ni? ?wi?ty Miko?aj.
Zatem Kochany ?wi?ty Miko?aju, dajmy spokój
Morrisonowi, sprowad? mi Lataj?ce Oczy. Nie
jestem wybredna, mo?esz ich nawet
zamkn?? w ma?ym kwadratowym pude?eczku,
które ?atwo wsun?? pod poduch?.
tekst: Magda ?ysek