I Kronika Szkoły kronika | страница 40

ODNAJDUJEMY SIĘ
Od stycznia 1945 roku z dnia na dzień poprawiała się sytuacja szkoły. Coraz częściej pojawiały się rozweselone twarze dziecięce. „ Tatuś mój wrócił”- proszę pani „ tatuś wrócił”- powtarzano. Istotnie wracali. Wracali z obozów pracy i z obozów śmierci, wracali zdrowi i chorzy. W końcu stycznia wrócił nasz dozorca szkolny, a z nim kolega z tegoż obozu. Od lutego do maja wróciły koleżanki: Laurysiewicz, Wiernicka, Helmer, Szczepańska i Lipska. Wszystkie bezdomne i na razie bez rodzin. Klasy dla nich były zorganizowane. Zgłaszająca się koleżanka przy rejestracji otrzymywała przydział pracy i w miarę możliwości pierwszą zapomogę, a w szkole gotową klasę. Gorzej było z dachem nad głową, gdyż ulice gdzie mieszkały leżały w gruzach z ich domami. Nie było innej rady tylko wieczorem wyciągałyśmy kilka ławek na klatkę schodową, a w opróżnionym miejscu rozkładałyśmy na podłodze pierzynę( dobrze, że była), na której układałam swoje współlokatorki. Koleżanka Laurysiewicz najstarsza wiekiem i chora na serce( wróciła już chora) po kilku krótkich atakach zmarła w maju. Za zebrane miedzy sobą pieniądze i przy pomocy Związku N. P. została pochowana na cmentarzu Bródnowskim. Wywieźliśmy ją na dwukołowym wózku z dyszlem, gdyż o innym środku lokomocji nie można było myśleć. Ciągnęliśmy ten wózek na zmianę koleżanki, dzieci i rodzice ze Szpitala praskiego na cmentarz. W kwietniu różnymi sposobami doprowadziłam w budynku szkolnym dwie sale do możliwej używalności i w ostatnim okresie szkolnym dzieci miały już dużo przestrzeni. Klasę po zmarłej nauczycielce prowadziłam sama, prócz mojej V, ponieważ koleżanki nie chciały podzielić się godzinami kl. III żądając nowego nauczyciela podczas, gdy do końca roku było tylko 6 tygodni. Przed końcem roku odbyła się pierwsza lustracja szkoły. Dokonał jej inspektor Ubysz. Wyrażając uznanie dla rozwoju pracy szkolnej przypomniał mi jednak, że „ Siłaczka” Żeromskiego też się przeliczyła ze swoimi siłami. Zrozumiałam i usłuchałam. W planie lekcyjnym na rok następny wzięłam tylko tyle godzin, ile mnie wypadało z etatu kierownika szkoły. W pierwszych dniach lipca spotkało mnie tak wielkie osobiste szczęście, że nie mogę tu tego nie napisać. Oto jednego dnia w godzinę po sobie wróciły moje dzieci( każde z innego obozu niemieckiego), o których nic nie wiedziałam od powstania. W okresie wakacji przeprowadzony został kapitalny remont budynku szkolnego. Ponieważ kanalizacje terenowe nie mogły być jednocześnie naprawiane, więc ubikacje dla dzieci wybudowano specjalnie na podwórzu, a w pobliżu wejścia bramowego do szkoły wyświdrowaliśmy studnię głównie ze względu na przewidywane dożywianie, które było w naszej szkole i przed wojną.
ROK SZKOLNY 1945 / 46
Rok szkolny 1945 / 46 rozpoczął się w czystym, jasnym, przyjemnym budynku szkolnym. Życie szkoły było już zupełnie unormowane. Odradzały się organizacje młodzieżowe jak harcerstwo, P. C. K., Samopomoc koleżeńska w ramach powstającego samorządu, sklepik uczniowski, późniejsza spółdzielnia uczniowska, czyny społeczne z okazji różnych zobowiązań. Jednym z nich było zdobycie, odnowienie i całkowite wyposażenie w pościel i bieliznę na jedną osobę łóżka szpitalnego na apel P. C. K. dla szpitala praskiego. Dziesięcioro dzieci miało czyściutko zasłane łóżko przez ulice Pragi wzbudzając entuzjazm u przechodniów, a w szpitalu zameldowały się u naczelnego lekarza i złożyły swój dar. W „ Życiu Warszawy” i „ Czynie młodzieży” czytaliśmy gorące słowa podziękowania dla dzieci szkoły 114. Szkoda, że wycinki pism zaginęły. Dzieci nasze były takimi entuzjastami dobrego uczynku, że odwiedzały dzieci zagubione, przebywające w sierocińcach, zawoziły im
40