kulturalnie
redakcja@glospowiatusredzkiego.pl
13
WYWIAD
Tak, można powiedzieć, że mam szczęście
Z Wojciechem Gąssowskim, gwiazdą Zaniemyskich Bitew Morskich o karierze muzycznej, repertuarze i najnowszej płycie rozmawiała Małgorzata Frąckowiak.
Miał Pan być studentem AWF.
Wysportowany, młody, przystojny, a tu nagle rozwinęła się kariera muzyczna. Debiut w 1962r.
w konkursie „Szukamy młodych
talentów” i Pańskie życie podążyło inna drogą.
Tak się to potoczyło, że wtedy, kiedy ja już zacząłem zdawać egzaminy
na AWF, to w tym samym czasie był
festiwal Młodych Talentów w Szczecinie. Właściwie finał, do którego
i ja się dostałem. Rodzice byli przerażeni. Chcieli, bym studiował. Ja
niestety w połowie egzaminów zrezygnowałem z dalszego zdawania
i pojechałem do Szczecina. Nie żałuję
tego posunięcia. Zostałem laureatem
tego festiwalu, a po skończeniu AWF
-u, bo ja wiem, co ja bym robił?
Czy już wtedy Pan wiedział, że
to jest ta droga życia, którą chcę
wybrać?
Może nie do końca wówczas wiedziałem, czy to ta droga. Fakt, byłem
jednym z laureatów i znalazłem się
w dobrym towarzystwie. Tam była
Helenka Majdaniec, Karin Stanek,
Wojtek Korda, Czesław Niemen.
Miałem szczęście, bo po tym festiwalu Czerwono-Czarni po wakacjach
zaproponowali mi współpracę wokalisty. Tak to się zaczęło.
Ma pan sentyment do któregoś
z zespołów? Szczególne wspomnienia?
Do zespołu Czerwono-Czarni, bo
z nimi zaczynałem, ale największy
sentyment mam do zespołu Test,
który współzakładałem. To dla mnie
znacząca rzecz, gdyż to był pierwszy
zespół har