mama i dziecko
właśnie westchnąć, gdy zadzwonił
Husband. „Wszystko w porządku?”
Usłyszała zadowolony głos w słuchawce.
W tym momencie jej natura uznała,
że może sobie trochę pofolgować
i Husband został skrzyczany. Jak on
może tak pytać? Czy nie widzi,
że Matka Polka to jest jak ta niewolnica
Isaura, która tylko cały czas pracuje
i pracuje. A gdzie czas na inne rzeczy?
Na to Husband powiedział już nieco
ciszej, że przecież on nie musi w ogóle
jeść jak Matka Polka jest zmęczona.
I tu rada dla wszystkich
Husbandów. Nigdy nie mówcie
ukochanej, żeby nie gotowała dla
was, bo sobie jakoś poradzicie.
Zostaniecie wtedy obrzuceni paroma
niecenzuralnymi słowami, a sytuacji
i tak nie poprawicie! I tak minęło
przedpołudnie, popołudnie, aż Matka
Polka zaczęła zastanawiać się jak to
robią te matki, które jeszcze edukują się
i pracują. Głowa ją rozbolała, a tabletek
brakło. Ostatnią połknął wczoraj
Husband, ponieważ zmęczony (phi!)
wrócił z pracy. Natarła się więc Amolem
i postanowiła poczekać, aż przejdzie.
O bólu musiała szybko zapomnieć, bo
Bobas wymyślił, że będzie się włóczył
po kuchni i wycierał każdą drobinę
kurzu.
I tu wpadł Matce Polce pomysł
do głowy! Można by Bobasa zatrudnić
jako osobę do sprawdzania czystości
w hotelach. Ubranego w białe śpiochy,
wpuściłoby się go do każdego pokoju.
Nawet się sama do siebie uśmiechnęła
i wyobraziła sobie, że w takim razie
Bobas zarabiałby na siebie i na Matkę
Polkę też. Zatem dopisała pomysł w
notesik do innego tego typu pomysłów.
Wreszcie około wieczora, już
po wykąpaniu, nakarmieniu, „wylulaniu”
Bobasa miała czas dla siebie. Była
jednak tak zmęczona, że jedyną rzeczą,
której pragnęła, było pachnące łóżko.
A i tu niespodzianka. Prześcieradło
całe mokre od Bobasowej pieluchy,
leżącej z pewnością od rana. Zgniótł ją
pewnie Husbend, co to jak się kładzie
na poobiednią drzemkę to przygniata
wszystko! (Jeśli byłby konkurs na
królewiczów na ziarnku grochu to
Husbend nawet by się na listę nie
zakwalifikował!). Resztkami sił zmieniła
prześcieradło. Przyłożyła głowę do
poduszki a zasypiając pomyślała tylko,
że ciężko jest być Matką Polką.
Piłka w grze!
Teraz opowieść prawie tylko
o samym Husbendzie po to by się na
Matkę Polkę nie obrażał. Podobno
odkąd zaczęła pisać, to on Husbend,
nie może znaleźć dwóch jednakowych
skarpetek;)
A opowieść o tym, jak to Kolega
Huzbenda postanowił stworzyć drużynę
piłkarską i dla kondycji ducha oraz
ciała grywać w każdą niedzielę
w parku, na pięknym osiedlu Arbury.
Oczywiście pierwsze spotkanie odbyło
się przy z udziałem kibiców w postaci
Matki Polki i jej przyjaciółki, Bobasa,
dziewczyny Kolegi i paru innych osób
trzecich. Wybiegli chłopcy na boisko.
Kolega w nowiuteńkich futbolowych
koreczkach kupionych na ta właśnie
okazję. Husbend w czapce, która
podtrzymywała okulary oraz reszta
drużyny w składzie pięciu osób. Byłoby
ich więcej ale jak to przez pomyłkę,
niektórzy stawili się dwie godziny
wcześniej i mocno się zdziwli. Tak
mocno, że już drugi raz nie przyszli.
Po krótkiej rozgrzewce
twarze się chłopakom zaczerwieniły
wiosna 2011
Lejdiz 129