Spring Issue 2012 2012 spring | Page 127

mama i dziecko właśnie westchnąć, gdy zadzwonił Husband. „Wszystko w porządku?” Usłyszała zadowolony głos w słuchawce. W tym momencie jej natura uznała, że może sobie trochę pofolgować i Husband został skrzyczany. Jak on może tak pytać? Czy nie widzi, że Matka Polka to jest jak ta niewolnica Isaura, która tylko cały czas pracuje i pracuje. A gdzie czas na inne rzeczy? Na to Husband powiedział już nieco ciszej, że przecież on nie musi w ogóle jeść jak Matka Polka jest zmęczona. I tu rada dla wszystkich Husbandów. Nigdy nie mówcie ukochanej, żeby nie gotowała dla was, bo sobie jakoś poradzicie. Zostaniecie wtedy obrzuceni paroma niecenzuralnymi słowami, a sytuacji i tak nie poprawicie! I tak minęło przedpołudnie, popołudnie, aż Matka Polka zaczęła zastanawiać się jak to robią te matki, które jeszcze edukują się i pracują. Głowa ją rozbolała, a tabletek brakło. Ostatnią połknął wczoraj Husband, ponieważ zmęczony (phi!) wrócił z pracy. Natarła się więc Amolem i postanowiła poczekać, aż przejdzie. O bólu musiała szybko zapomnieć, bo Bobas wymyślił, że będzie się włóczył po kuchni i wycierał każdą drobinę kurzu. I tu wpadł Matce Polce pomysł do głowy! Można by Bobasa zatrudnić jako osobę do sprawdzania czystości w hotelach. Ubranego w białe śpiochy, wpuściłoby się go do każdego pokoju. Nawet się sama do siebie uśmiechnęła i wyobraziła sobie, że w takim razie Bobas zarabiałby na siebie i na Matkę Polkę też. Zatem dopisała pomysł w notesik do innego tego typu pomysłów. Wreszcie około wieczora, już po wykąpaniu, nakarmieniu, „wylulaniu” Bobasa miała czas dla siebie. Była jednak tak zmęczona, że jedyną rzeczą, której pragnęła, było pachnące łóżko. A i tu niespodzianka. Prześcieradło całe mokre od Bobasowej pieluchy, leżącej z pewnością od rana. Zgniótł ją pewnie Husbend, co to jak się kładzie na poobiednią drzemkę to przygniata wszystko! (Jeśli byłby konkurs na królewiczów na ziarnku grochu to Husbend nawet by się na listę nie zakwalifikował!). Resztkami sił zmieniła prześcieradło. Przyłożyła głowę do poduszki a zasypiając pomyślała tylko, że ciężko jest być Matką Polką. Piłka w grze! Teraz opowieść prawie tylko o samym Husbendzie po to by się na Matkę Polkę nie obrażał. Podobno odkąd zaczęła pisać, to on Husbend, nie może znaleźć dwóch jednakowych skarpetek;) A opowieść o tym, jak to Kolega Huzbenda postanowił stworzyć drużynę piłkarską i dla kondycji ducha oraz ciała grywać w każdą niedzielę w parku, na pięknym osiedlu Arbury. Oczywiście pierwsze spotkanie odbyło się przy z udziałem kibiców w postaci Matki Polki i jej przyjaciółki, Bobasa, dziewczyny Kolegi i paru innych osób trzecich. Wybiegli chłopcy na boisko. Kolega w nowiuteńkich futbolowych koreczkach kupionych na ta właśnie okazję. Husbend w czapce, która podtrzymywała okulary oraz reszta drużyny w składzie pięciu osób. Byłoby ich więcej ale jak to przez pomyłkę, niektórzy stawili się dwie godziny wcześniej i mocno się zdziwli. Tak mocno, że już drugi raz nie przyszli. Po krótkiej rozgrzewce twarze się chłopakom zaczerwieniły wiosna 2011 Lejdiz 129