Połamany długopis 2/2018 2 numer 2018 - Page 8

Przemysław Leciejewski kl . III a ( G )
„ Obiekt 12 ”
Powieść w odcinkach cz . 2
Koniec
Wnętrze tramwaju wypełniał nieznośny turkot . Wagon , w którym siedzieliśmy , był prawie pusty . Byłem tu tylko ja i moi kumple z paczki . Jechało nas czterech . Zajęliśmy miejsca przy lewych oknach ostatniego przedziału . Był to dosyć stary tramwaj . Ja siedziałem na przedzie . Za mną usadowił się Jarek , za nim kimał Marek , a na końcu Stachu . Beztroscy obserwowaliśmy przejeżdżające samochody i chodzących chodnikami ludzi . Okręciłem głowę do tyłu , spojrzałem na Jarka i zapytałem : - To na którą mamy tam być ? - podnosząc wzrok odpowiedział : - Na dwudziestą . Spokojnie , zdążymy rozegrać partyjkę kręgli , nie martw się . Po opuszczeniu tramwaju , jak zwykle nie mogliśmy się napatrzeć na wieżę Sky Tower strzelającą w górę . Gdy przeszliśmy na drugą stronę ulicy , akurat było zielone światło . Stanęliśmy przed szklanymi drzwiami prowadzącymi do galerii handlowej . Był poniedziałek , ruch był więc znikomy . Weszliśmy do środka . Po prawej stronie była restauracja
fast foodem . - To po kręgielni - powiedział Jarek . - No , spoko - odpowiedział Stachu . W tej kwestii wszyscy się zgadzaliśmy . Po wizycie w kinie byliśmy objedzeni popcornem . Na wprost wejścia znajdował się punkt informacji . Za nim korytarz rozchodził się w dwie strony . Sufit kończył się dopiero na drugim piętrze szklanym dachem , przez który widać było wieżę . Skręciliśmy w lewo , wprost na ruchome schody . - Moja mama była tam kiedyś na konferencji organizowanej przez jej pracodawców , za samą kawę zapłacili tysiąc złotych - przerwał ciszę Marek . - Co ? - spytałem z niedowierzaniem . - Za kawę ? To z czego ona była ? - w tym momencie weszliśmy na schody , które poprowadziły nas na górę . - No nie wiem , tak mi mówiła - odpowiedział Marek . - A ja się jednak zastanawiam , na którym piętrze to było - przerwał Jarek .
- No , ponoć już tu byłeś - powiedziałem . - Czekaj , to chyba jednak piętro wyżej . Ruszyliśmy kolejnymi schodami i gdy już byliśmy na górze , po naszej lewej stronie objawiła się szklana ściana , a za nią kręgielnia licząca dwadzieścia torów . Tak naprawdę , to ja nigdy nie byłem w Sky-u , wszyscy byliśmy przyjezdni . Przyjechaliśmy pociągiem , który miał pół godziny spóźnienia , no więc ogień w kapciach . Z peronu Stacji Wrocław Mikołajów pobiegliśmy na przystanek tramwajowy , z którego pojechaliśmy na Rynek . Stamtąd biegiem dotarliśmy do Esscape Roomu , gdzie zaliczyliśmy niezłą burzę mózgów . Potem już na spokojnie ruszyliśmy ku Magnolii , do kina i na kręgielnię . Tak to mniej więcej wyglądało . Piętnaście po dwudziestej mieliśmy pociąg powrotny ze stacji Wrocław Główny , dlatego trzeba było przyjechać o dwudziestej , by kupić bilety . Według planu udaliśmy się do Maka na kurczaka . Jakiś mężczyzna przed nami płacił pięciusetzłotowym banknotem . Trochę to trwało , ponieważ kasjerka musiała biegać do kilku kas szukając reszty .
Gdy zjedliśmy , udaliśmy się na przystanek . Okazało się , że możemy się spóźnić , bo zostało tylko dziesięć minut na dojazd do stacji , kupienie biletów i wejście do pociągu . No to znów ogień w kapciach i biegiem na przystanek . Rozwiązał mi się but , wszyscy pobiegli , a ja zostałem . Dopiero po chwili , gdy uporałem się ze sznurowadłem , zacząłem ich gonić . Zielone światło na przejściu zaczęło już migać . Wbiegłem na pasy i nagle poczułem , jak coś podcina moje nogi , a jakaś siła miota mną w powietrzu . Uderzył mnie samochód . Zaorałem głową w jego przednią szybę i przeturlałem się po jego dachu . Poczułem jeszcze twardy upadek na asfalt . Zamknąłem oczy . Słyszałem czyjeś wołania o pomoc , widziałem jakieś przebłyski światła i czułem , jak ktoś mnie dotyka . Potem zapadła ciemność …
***
Kiedy się ocknąłem zobaczyłem nad sobą biały sufit . Próbowałem wstać , jednak zakręciło mi się w głowie i spadłem z dość wysokiego , jakby szpitalnego łóżka . Gdy się powoli podniosłem zobaczyłem , że na ścianach znajduje się pleśń i grzyb , nie wspominając już o tym , że złaziła z nich farba i tynk . Szyba w oknie była wybita , a sam parapet odpadł . Postanowiłem zbliżyć się do okna jednak coś mnie przytrzymało . Była to kroplówka . Ostrożnie wyjąłem małą rurkę z mojej ręki i zauważyłem , że „ wieszak ”, na którym była powieszona , całkowicie zardzewiał , a sam pojemnik był pusty . Gdy już nic nie trzymało mnie na uwięzi , zbliżyłem się chwiejnym krokiem do wybitego okna . Rozpościerał się z niego niesamowity widok .
8
Przemysław Leciejewski kl. III a (G) „Obiekt 12” Powieść w odcinkach cz. 2 Koniec Wnętrze tramwaju wypełniał nieznośny turkot. Wagon, w którym siedzieliśmy, był prawie pusty. Byłem tu tylko ja i moi kumple z paczki. Jechało nas czterech. Zajęliśmy miejs- ca przy lewych oknach ostatniego przedziału. Był to dosyć stary tramwaj. Ja siedziałem na przedzie. Za mną usadowił się Jarek, za nim kimał Marek, a na końcu Stachu. Beztroscy ob- serwowaliśmy przejeżdżające samochody i cho- dzących chodnikami ludzi. Okręciłem głowę do tyłu, spojrzałem na Jarka i zapytałem: - To na którą mamy tam być? - podnosząc wzrok odpowiedział: - Na dwudziestą. Spokojnie, zdążymy rozegrać partyjkę kręgli, nie martw się. Po opuszczeniu tramwaju, jak zwykle nie mogliśmy się napatrzeć na wieżę Sky Tower strzelającą w górę. Gdy przeszliśmy na drugą stronę ulicy, akurat było zielone światło. Stanęliśmy przed szklanymi drzwiami prowa- dzącymi do galerii handlowej. Był po- niedziałek, ruch był więc znikomy. Weszliśmy do środka. Po prawej stronie była restauracja fast foodem. - To po kręgielni - powiedział Jarek. - No, spoko - odpowiedział Stachu. W tej kwestii wszyscy się zgadzaliśmy. Po wizycie w kinie by- liśmy objedzeni popcornem. Na wprost wejścia znajdował się punkt infor- macji. Za nim korytarz rozchodził się w dwie strony. Sufit kończył się dopiero na drugim piętrze szklanym dachem, przez który widać było wieżę. Skręciliśmy w lewo, wprost na ruchome schody. - Moja mama była tam kiedyś na konferencji or- ganizowanej przez jej pracodawców, za samą kawę zapłacili tysiąc złotych - przerwał ciszę Marek. - Co? - spytałem z niedowierzaniem. - Za kawę? To z czego ona była? - w tym momencie weszliśmy na schody, które poprowadziły nas na górę. - No nie wiem, tak mi mówiła - odpowiedział Marek. - A ja się jednak zastanawiam, na którym piętrze to było - przerwał Jarek. - No, ponoć już tu byłeś - powiedziałem. - Czekaj, to chyba jednak piętro wyżej. Ruszyliśmy kolejnymi schodami i gdy już by- liśmy na górze, po naszej lewej stronie objawiła się szklana ściana, a za nią kręgielnia licząca dwadzieścia torów. Tak naprawdę, to ja nigdy nie byłem w Sky-u, wszyscy byliśmy przyjezdni. Przyjechaliśmy pociągiem, który miał pół godziny spóźnienia, no więc ogień w kapciach. Z peronu Stacji Wrocław Mikołajów pobiegliśmy na przystanek tramwajowy, z którego pojechal- iśmy na Rynek. Stamtąd biegiem dotarliśmy do Esscape Roomu, gdz RƖ7ƜYגWX,HR'W'I;7|;7rFV\[7R'W7ƜYגPvƖF,IvVIFFVvI6VwvHVFX&IFY6RGwVGW7FV֖RЦƜYג6HVrw&FR7F6w&