Przez cały czas twórcy zadają nam jedno pytanie „ Kto jest winien?”, a z każdym odcinkiem odsłaniane są kolejne fakty, które rzucają całkowicie nowe światło na obecne wydarzenia. Serial nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi. Najlepszym podsumowaniem są słowa mecenasa Budzisza, że na katastrofę składa się wiele błędów zarówno ze strony załogi, jak i armatora, który lekceważył poważne usterki i zbyt duże obciążenie promu.
„ Heweliusza” śmiało można nazwać najlepszym i najbardziej spektakularnym, polskim serialem ostatnich czasów. Sceny zatonięcia promu nagrano w Belgii i zobrazowano je tak realnie, że oglądając je sama miałam wrażenie, że znajduję się razem z załogą i pasażerami z lodowatej wodzie.
Klimatu dodają rewelacyjne zdjęcia oraz muzyka. Sam serial jest utrzymany w dość chłodnej kolorystyce, idealnie oddaje ponury klimat postkomunistycznego państwa polskiego jak i samej katastrofy. Scenariusz również jest napisany w ciekawy sposób, mianowicie nie mamy jednej chronologicznej linii wydarzeń. Zamiast tego dostajemy przeplatankę scen katastrofy wraz z jej następstwami. Mimo że jest to dość ryzykowny zabieg, w tym przypadku twórcy trafili w punkt, gdyż wzmacniało to dramaturgię i trzymało widza w napięciu aż do samego końca.