NOMEN OMEN Czerwiec 2020 | Página 10

Leroy popatrzył na Jasmina. Wyciągnął rewolwer szybkim ruchem i strzelił w głowę Wampira. Leroy uśmiechnął się, widząc leżące ciało Jasmina. Jednak nagle się poruszyło. Wampir wstał i zaczął się śmiać. DeShouf zszokowany pobiegł w stronę wyjścia. Jasmin biegł za nim. Wykrzyknął zaklęcie i obaj byli na uliczce w Luk. Wędrowiec biegł szybko mię-dzy mieszkańcami. Gdy zau-ważył skrzynie, wbiegł na nie i wskoczył na dach budynku. Jasmin zrobił to samo. Nadal go gonił. Wędrowiec obejrzał się do tyłu i oddał kolejny strzał. Kula znów trafiła w głowę, ale to znów nic nie dało. Jasmin zaśmiał się i krzyknął:

- Nic ci to nie da!!!

Leroy cały czas biegł. Nagle zobaczył koniec budynku. Jasmin spojrzał na niego i zawołał:

- Zaraz cię wypatroszę chłoptasiu! Chodź tu!

Leroy spojrzał w dół. Odwrócił się do Jasmina i zamknął oczy. Przechyliwszy się do tyłu zaczął spadać. Jasmin skoczył za nim. Leroy w locie otworzył oczy i wyjął sztylet. Zobaczył zbliżającego się Jasmina. Gdy ten był blisko niego, Leroy desperacko wyce-lował sztylet w serce. Jasmin otworzył szeroko oczy. Nagle Wędrowiec poczuł grunt pod plecami. Mrok ogarnął jego oczy.

Być może w tym momencie Wędrowiec zakończyłby swoją podróż, jednak los miał inne plany co do niego. Mrok. Mrok, ogarniający twój wzrok, ciało i umysł działa jak retrospekcja. Ten sam mrok, robił to samo z DeShoufem.

Wędrowiec biegł dalej. Część jego świadomości oddaliła się i zaprowadziła go w komnatę kolejnych wspo-mnień. Przeszłość chwilowo zajęła teraźniejszość i przy-szłość. w tym mroku, Leroy dalej biegł. Nagle odwrócił się i zobaczył Kodera z jego kom-panami, zrozumiał, że i tym razem wrócił do Hall End. Wędrowiec z całych sił biegł. Taranował każdą osobę. Bał się. Ten strach płynął w jego żyłach jak wodospad! Leroy co chwilę odwracał się za siebie i widział minę Kodera. Była wstrętna! Co chwile krzyczał:

- Dorwę cię łajdaku i zabiję!

Lęk co chwilę się zwiększał. Ponadto głos Linix w głowie znów mówił:

- Jesteś nikim! NIKIM!

W końcu Wędrowiec się przewrócił…

Leroy otworzył oczy i wzdrygnął się. Zobaczył, że ciało Jasmina leży na nim martwe. Ucieszył się. Wampir już mu nie zagrażał i mógł bezpiecznie ruszać dalej. Wstał. Kolana wędrowca były obdarte. Niesamowity ból witał umysł Wędrowca za każdym dotknię-ciem kolana. Prawy nadgarstek nadal krwawił. DeShouf prze-jechał ręką po włosach i poczuł krew na tyle głowy. Zaschnie. Jakoś to będzie. Wędrowiec spojrzał na ciało Jasmina. Splunął na nie z gniewem. Po chwili jego uwagę przyciągnął złoty przedmiot na szyi. Odbijał słońce na twarz Wędrowca. Nachylił się nad Wampirem. Uśmiech nagle zagościł na jego twarzy. Na sznurku zawiązanym wokół szyi była złota kula. Ta kula, która może zabić władcę Mrocznych Elfów. Zerwał sznu-rek i wepchnął go z kulą do kieszeni. Ruszył do Hesego i Cassey.

Hese cały czas spoglądał na Bramę Północną. Oczekiwał, że Leroy szybko się zjawi. Westchnął i zapytał dziewczy-nę:

- Myślisz, że wróci?

- Mam taką nadzieję. Chyba potrafi się bić?

- Ta, jest w tym bardzo dobry, ale często ryzykuje życie by komuś pomóc. Tak jak tobie.

- Może to jest jego sens życia. Niesienie pomocy!

- Może. Ale niech Kapłan mu w tym pomoże. My tylko możemy wnioskować. Ciemność powoli ogarniała Luk. Noc jak nigdy wywierała na Elfie taki stres.