Memoria [PL] Nr 47 (08/2021) - Page 19

motywacje i decyzje Pietrzykowskiego, przesłaniając głębię jego obozowego dramatu.

Niewątpliwie trudno rozważać kwestię tak niewymierną i trudno uchwytną jak potrzeby, pragnienia, a także osobowość czy charakter głównego bohatera. Niemniej, analizując źródła wspomnieniowe, zarówno samego Pietrzykowskiego jak i ludzi, którzy zetknęli się

z nim w obozie, zauważalne staje się drastyczne ograniczenie tej postaci i odarcie z cech, które podczas analizy relacji obozowych wysuwają się na pierwszy plan. Dwudziestokilkuletniego Teddy’ego bez wątpienia charakteryzowała pewna młodzieńcza żywiołowość i porywczość, niezależność, pewność siebie czasem przybierająca formę zuchwałości

i nonkonformizm. Dowodzą tego zarówno autorefleksje samego Pietrzykowskiego, jak i jego biografia. Jako młody chłopak przez swoją miłość do sportu, która nie cieszyła się uznaniem pedagogów, musiał kilkakrotnie zmieniać szkołę. Taki wybór życiowej ścieżki nie spotykał się też

z entuzjazmem najbliższych, jednak wbrew temu młody Tadeusz dążył do realizacji własnych pasji. Został bokserem, mimo iż zajęcie to nie dawało stabilizacji finansowej tak bardzo potrzebnej rodzinie po śmierci ojca. O charakterze Pietrzykowskiego świadczyć może również to, jak zareagował na informację o odwołaniu finałowego pojedynku mistrzostw Warszawy

w wadze koguciej (w 1936 r.). O tytuł miał walczyć z Antonim Czortkiem, ten jednak doznał kontuzji, skutkiem czego spotkanie odwołano

a tytuł nie został przyznany. „Teddy” klnie

i oświadcza, że rzuca boks – odnotowano wówczas w prasie, co jest dowodem emocjonalności i porywczości charakteru.

W późniejszym czasie nawet w Auschwitz Pietrzykowski nie stracił swojej hardości. Był niepokorny, nie bał się śmiałych wyzwań – już po tym, jak ujawnił się jego bokserski talent, zagadnął wartownika prosząc o zgodę na sparing

z funkcyjnym, którego następnie pobił za znęcanie się nad innym więźniem. Irytowała go pełna pokory i miłosierdzia postawa Kolbego, który hamował jego impulsywne zapędy. Kolejne zwycięstwa umacniały jego śmiałość – "dały mi pyszałkowatą pewność siebie: nie bałem się nikogo i niczego. Byłem tak bezczelny, że potrafiłem drwić sobie z SS-manów, a nawet robić im kawały". Dobrym tego przykładem był pomysł zamachu na komendanta Hössa, który, choć może naiwny i nie wróżący szans powodzenia, został opracowany i wcielony w życie przez Pietrzykowskiego i jego kolegę Władysława Rzętkowskiego. Gdyby ów plan wyszedł na jaw

z pewnością obydwaj więźniowie zostaliby skazani na karę śmierci, z czego musieli zdawać sobie sprawę. Należy także pamiętać, że do pierwszej walki w obozie Pietrzykowski nie został zmuszony – jak ukazano to na filmie – ale stanął do niej z własnej woli, świadomy tego, w jak kiepskiej jest kondycji i jak wiele może stracić, ale również rozumiejąc, jak wiele może zyskać. Dostrzegł szasnę, której pomimo ryzyka nie zamierzał zmarnować. "Wokół słyszałem ostrzeżenie połączone z pukaniem się w głowę: Ty, zabije cię, zje cię. Ale nie było czasu na myślenie. Towarzyszyła mi jedna natrętna myśl: za walkę dają chleb. Byłem głodny. Głodni byli moi koledzy. Walka dawała szansę zdobycia w obozowej społeczności jakąś pozycję, trzeba było czymś się wykazać. Taką szansą dla mnie była walka. Jako nie fachowiec nie miałem innych szans stania się użytecznym w obozie – a tylko tacy, np. fachowcy o określonym zawodzie, mieli większą szansę na przeżycie". Ten fragment wiele mówi o charakterze Pietrzykowskiego, dowodzi zarówno świadomości swojego położenia, jak i odwagi (może nawet brawury) oraz gotowości podejmowania ryzyka.