Memoria [PL] Nr 42 (03/2021) - Page 12

Po wojnie ocalałe dzieci trafiały zazwyczaj do domów dziecka. Do najważniejszych placówek należały Dom Dziecka w podwarszawskim Otwocku, Dom Dziecka w Śródborowie (dzielnica Otwocka) oraz Żydowskie Domy Dziecka w Lublinie i dolnośląskim Petrolesiu (od 1947 r. Pieszyce). Dzieci oczekiwały tam na krewnych, którzy usiłowali je odszukać – zarówno ocalałych z Zagłady, jak i członków dalszej rodziny, przyjeżdżających np. z USA. Poszukiwania prowadziły także organizacje żydowskie.

Rodzice wychodzący z ukrycia po stro­nie aryjskiej lub uwolnieni z obozów koncentracyjnych często nie mieli dokumentów niezbędnych do udowodnienia, że są biologicz­nymi rodzicami dziecka, i zdarzało się, że nie znali jego nowego aryjskiego imienia i nazwiska. Niektórym udawało się rozpoznać dziecko po znamieniu lub innej cesze fizycznej. W żydowskich domach dziecka tego rodzaju identyfikację uznawano za dosta­teczny dowód rodzicielstwa.

Dzieci po wyjściu z ukrycia często były osłabione, chore i zawszone. Te ukrywane w szafach cierpiały na krzywicę. Niektóre dzieci przez całe późniejsze dziesięciolecia nie opowiedziały o swoich cierpieniach, jak żydowskie dziewczynki, gwałcone przez ludzi, którzy wykorzystywali ich bezbronność. Wszystkie potrzebowały opieki, zdecydowana większość – przepracowania doświadczeń, które dotykały traumą silnych, dorosłych ludzi.

Zdarzało się, że dzieci nie rozpoznawały rodzeństwa, z którym połączyły się po wojennej rozłące. Były i inne problemy – niektóre dzieci pozostały przy wierze katolickiej, którą praktykowały w okresie wojny, udając chrześcijan, co powodowało napięcia w rodzinach przywiązanych do judaizmu. Zdarzało się, że małżonkowie, którzy stracili dziecko podczas Zagłady, adoptowali sieroty, tworząc nieraz szczęśliwe rodziny.

Jednak często na tym etapie dochodziło do dramatów. Na przykład Sara Warszawiak trafiła jeszcze w 1943 r. do krakowskiego sierocińca. Adoptowało ją bezdzietne małżeństwo, Jan i Julia Pilchowie, nie wiedząc, że jest ona żydowskim dzieckiem. Po wojnie dziewczynkę odnaleźli wuj Simcha i dziadek Awram Grinapel, którzy powrócili z ZSRR. Podczas kilkuletnich procesów dziewczynka trafiła do domu dziecka, skąd uciekała do przybranych rodziców. Dziadek w końcu siłą odebrał dziewczynkę i zawiózł ją do Izraela, gdzie stała się Sarą Avinum. Z kolei o adopcję 10-letniego Wiktora Barańskiego (Awigdora Baranowicza) ubiegało się w 1947 r. aż troje krewnych – z Palestyny, Paryża i Nowego Jorku.

Dzieci często wyjeżdżały z krewnymi za granicę – do Szwecji, Francji, Australii czy Stanów Zjednoczonych. Nie zawsze udawała się aklimatyzacja w nowym kraju, języku, środowisku, czasami relacji z niewidzianymi przez lata rodzicami nie udało się odbudować. Wielu musiało się zmierzyć z doświadczeniem niezakorzenienia. Jak pisze Michlic, „[c]zęść dzieci, które ze względu na wiek całkowicie zapomniały swą żydowską tożsamość lub w ogóle nie miały o niej pojęcia i które ich wybawcy nadal wychowywali na chrześcijan, miały się o swym utraconym dzieciństwie, o pierwotnej tożsamości etnicznej i kulturowej oraz o biologicznych rodzinach dowiedzieć dopiero w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku”.

„Dzieci tęskniły za straconymi latami edukacji szkolnej i za kochającą, mocną i stabilną rodziną” – pisze Michlic. – „(…) dla wielu z tych dzieci Zagłada z jej potwornymi doświadczeniami była jedyną znaną im rzeczywistością – dla nich był to jedyny świat ich dzieciństwa i dorastania, gdyż innego nie pamiętały”. Dlatego zapis relacji najmłodszych uratowanych z każdego ludobójstwa, nie tylko Zagłady Żydów, musi należeć do pamięci o wydarzeniach, które nigdy nie powinny się powtórzyć.

Zobacz książkę  Piętno Zagłady 

w Wydawnictwie ŻIH

Linki do fotografii użytych w artykule:

https://delet.jhi.pl/pl/library/item/1268053

https://delet.jhi.pl/pl/library/item/1267944