Punktem wyjścia była obserwowana
w debacie publicznej coraz większa obecność wypowiedzi nie tylko zniekształcających historię Zagłady, ale także jawnie kwestionujących ustalone fakty. Rozmowa szybko wykroczyła jednak poza najbardziej klasyczne przykłady negacjonizmu, takie jak zaprzeczanie istnieniu komór gazowych czy podważanie liczby ofiar.
Piotr Forecki zwrócił uwagę na różnicę pomiędzy negacjonizmem a uprawnioną rewizją historyczną opartą na nowych źródłach i badaniach. Jego zdaniem szczególnym problemem w Polsce jest dziś nie tyle całkowite zaprzeczanie Zagładzie, ile jej zniekształcanie poprzez relatywizowanie i wypieranie faktów dotyczących zachowań części polskiego społeczeństwa wobec Żydów.
– Największy problem, z jakim mamy do czynienia, to polski wariant negacjonizmu, który opiera się na deprecjonowaniu aktualnych, bardzo wnikliwych i świetnie udokumentowanych badań - mówił Forecki. Wskazał na pojęcie „deflective negationism”, czyli negacjonizmu polegającego na przesuwaniu akcentów, odwracaniu uwagi, umniejszaniu czy relatywizowaniu niewygodnych elementów historii.
Jednym z centralnych tematów rozmowy było Jedwabne, które uczestnicy debaty przedstawiali nie tylko jako miejsce konkretnej zbrodni, lecz również jako symbol szerszego sporu
o odpowiedzialność i pamięć.
– Jeżeli zakwestionuje się Jedwabne, to można tym samym zakwestionować szereg rozmaitych innych badań i w ogóle kwestionować polski współudział
w Zagładzie - powiedział Forecki.
Podkreślił on, że znaczenie Jedwabnego wykracza poza historię jednej miejscowości. Odsyła ono także do innych zbrodni popełnionych w regionie oraz do pytania o obecność lokalnych społeczeństw w historii Zagłady. Zdaniem Foreckiego problem pogłębia sposób, w jaki ta tematyka pojawia się w edukacji, gdzie zbrodnie dokonywane przez Polaków bywają przedstawiane jako odosobnione incydenty.
Aleksandra Gliszczyńska-Grabias zwróciła uwagę, że istniejące instrumenty prawne nie są wystarczającą odpowiedzią, szczególnie gdy ich zastosowanie jest powolne lub nieskuteczne. Wskazywała na postępowania dotyczące negowania Zagłady, które mogą trwać latami, oraz na niechęć wymiaru sprawiedliwości do samodzielnego uznawania nawet fundamentalnych faktów historycznych.
Proces dochodzenia do sprawiedliwości
w odniesieniu do kłamców oświęcimskich czy osób zniekształcających prawdę
o Zagładzie trwa pięć, sześć lat i nadal nie niesie ze sobą żadnej konkluzji – mówiła.
Szczególnie krytycznie odniosła się do powoływania ekspertów po to, by potwierdzali przed organami ścigania fakt istnienia komór gazowych w Auschwitz. – To samo w sobie jest skandaliczne i nigdy nie powinno mieć miejsca. Żaden sędzia nie powinien sięgać po takie instrumenty – podkreśliła.
Jednocześnie zaznaczyła, że rozwiązanie problemu nie może ograniczać się do prawa. Negacjonizm coraz częściej wiąże się bowiem z tożsamością, polityką pamięci i przekonaniem, że przyznanie istnienia niektórych zbrodni jest działaniem wymierzonym przeciwko wspólnocie narodowej.
Życzyłabym sobie jako obywatelka, żeby
w końcu obrona prawdy historycznej stała się polską racją stanu - powiedziała Gliszczyńska-Grabias, podkreślając znaczenie jasnej postawy instytucji publicznych i autorytetów politycznych wobec zniekształcania historii.
Piotr Cywiński wskazał z kolei na istotną zmianę w sposobie funkcjonowania negacjonizmu w przestrzeni publicznej. Przypomniał, że jeszcze dwie dekady temu reakcja instytucji na jawne negowanie Zagłady mogła być bardzo szybka. Dziś postępowania dotyczące podobnych wypowiedzi potrafią trwać miesiącami lub latami.
Jednocześnie dyrektor Muzeum Auschwitz zwrócił uwagę, że wieloletnia edukacja
o Zagładzie przyniosła wymierne rezultaty. Według relacji przewodników pracujących w Miejscu Pamięci poziom podstawowej wiedzy młodzieży jest dziś wyraźnie wyższy niż w latach 90. Nie oznacza to jednak, że klasyczne narzędzia edukacji są
31
Punktem wyjścia była obserwowana
w debacie publicznej coraz większa obecność wypowiedzi nie tylko zniekształcających historię Zagłady, ale także jawnie kwestionujących ustalone fakty. Rozmowa szybko wykroczyła jednak poza najbardziej klasyczne przykłady negacjonizmu, takie jak zaprzeczanie istnieniu komór gazowych czy podważanie liczby ofiar.
Piotr Forecki zwrócił uwagę na różnicę pomiędzy negacjonizmem a uprawnioną rewizją historyczną opartą na nowych źródłach i badaniach. Jego zdaniem szczególnym problemem w Polsce jest dziś nie tyle całkowite zaprzeczanie Zagładzie, ile jej zniekształcanie poprzez relatywizowanie i wypieranie faktów dotyczących zachowań części polskiego społeczeństwa wobec Żydów.
– Największy problem, z jakim mamy do czynienia, to polski wariant negacjonizmu, który opiera się na deprecjonowaniu aktualnych, bardzo wnikliwych i świetnie udokumentowanych badań - mówił Forecki. Wskazał na pojęcie „deflective negationism”, czyli negacjonizmu polegającego na przesuwaniu akcentów, odwracaniu uwagi, umniejszaniu czy relatywizowaniu niewygodnych elementów historii.
Jednym z centralnych tematów rozmowy było Jedwabne, które uczestnicy debaty przedstawiali nie tylko jako miejsce konkretnej zbrodni, lecz również jako symbol szerszego sporu
o odpowiedzialność i pamięć.
– Jeżeli zakwestionuje się Jedwabne, to można tym samym zakwestionować szereg rozmaitych innych badań i w ogóle kwestionować polski współudział
w Zagładzie - powiedział Forecki.
Podkreślił on, że znaczenie Jedwabnego wykracza poza historię jednej miejscowości. Odsyła ono także do innych zbrodni popełnionych w regionie oraz do pytania o obecność lokalnych społeczeństw w historii Zagłady. Zdaniem Foreckiego problem pogłębia sposób, w jaki ta tematyka pojawia się w edukacji, gdzie zbrodnie dokonywane przez Polaków bywają przedstawiane jako odosobnione incydenty.
Aleksandra Gliszczyńska-Grabias zwróciła uwagę, że istniejące instrumenty prawne nie są wystarczającą odpowiedzią, szczególnie gdy ich zastosowanie jest powolne lub nieskuteczne. Wskazywała na postępowania dotyczące negowania Zagłady, które mogą trwać latami, oraz na niechęć wymiaru sprawiedliwości do samodzielnego uznawania nawet fundamentalnych faktów historycznych.
Proces dochodzenia do sprawiedliwości
w odniesieniu do kłamców oświęcimskich czy osób zniekształcających prawdę
o Zagładzie trwa pięć, sześć lat i nadal nie niesie ze sobą żadnej konkluzji – mówiła.
Szczególnie krytycznie odniosła się do powoływania ekspertów po to, by potwierdzali przed organami ścigania fakt istnienia komór gazowych w Auschwitz. – To samo w sobie jest skandaliczne i nigdy nie powinno mieć miejsca. Żaden sędzia nie powinien sięgać po takie instrumenty – podkreśliła.
Jednocześnie zaznaczyła, że rozwiązanie problemu nie może ograniczać się do prawa. Negacjonizm coraz częściej wiąże się bowiem z tożsamością, polityką pamięci i przekonaniem, że przyznanie istnienia niektórych zbrodni jest działaniem wymierzonym przeciwko wspólnocie narodowej.
Życzyłabym sobie jako obywatelka, żeby
w końcu obrona prawdy historycznej stała się polską racją stanu - powiedziała Gliszczyńska-Grabias, podkreślając znaczenie jasnej postawy instytucji publicznych i autorytetów politycznych wobec zniekształcania historii.
Piotr Cywiński wskazał z kolei na istotną zmianę w sposobie funkcjonowania negacjonizmu w przestrzeni publicznej. Przypomniał, że jeszcze dwie dekady temu reakcja instytucji na jawne negowanie Zagłady mogła być bardzo szybka. Dziś postępowania dotyczące podobnych wypowiedzi potrafią trwać miesiącami lub latami.
Jednocześnie dyrektor Muzeum Auschwitz zwrócił uwagę, że wieloletnia edukacja
o Zagładzie przyniosła wymierne rezultaty. Według relacji przewodników pracujących w Miejscu Pamięci poziom podstawowej wiedzy młodzieży jest dziś wyraźnie wyższy niż w latach 90. Nie oznacza to jednak, że klasyczne narzędzia edukacji są