Chcę skupić się na dwóch konkretnych postawach niemieckiego duchowieństwa
w okresie przedwojennym: zaniechaniu sprzeciwu wobec niesprawiedliwości oraz ucieczce w teologię oderwaną od cierpienia. Zarówno protestanccy, jak i katoliccy duchowni prowadzili swoje Kościoły, przyjmując jedną z tych postaw lub obie naraz. Choć dzisiejszy kontekst jest zupełnie inny, te mechanizmy przetrwania – pojmowane szeroko – wciąż są obecne we współczesnych wspólnotach religijnych.
Warto zauważyć, że polityka i działania wymierzone w Żydów nasiliły się niemal natychmiast po objęciu przez Hitlera urzędu kanclerza w 1933 roku. Jednym
z najwcześniejszych przejawów sankcjonowanej przez państwo nienawiści były zorganizowane bojkoty żydowskich przedsiębiorstw; pierwszy z nich rozpoczął się zaledwie dwa miesiące po zmianie władzy. Klimat polityczny i ideologiczny nie tylko uderzał w podstawy ekonomiczne, ale też potęgował wyzysk i przemoc. Policja blokowała wejścia do żydowskich sklepów,
a powszechny wandalizm skutkował wybitymi szybami, rabunkami i niszczeniem towaru. Zwykli Niemcy wychodzili na ulice, by zastraszać żydowskich współobywateli
i zasilać ruch napędzany wizją świata,
w którym nie ma dla nich miejsca. Te wczesne działania ośmieliły osoby żywiące uprzedzenia oraz przyczyniły się do normalizacji dyskryminacji i przemocy.
Niemieckie Kościoły – zarówno protestanckie, jak i katolickie – oraz ich duchowieństwo reagowali zazwyczaj milczeniem, obojętnością, a nawet wrogością wobec żydowskich sąsiadów. Gdy wzywano hierarchów do interwencji w sprawie bojkotów, arcybiskup Wrocławia kardynał Adolf Bertram nakłaniał innych niemieckich biskupów do zachowania milczenia. Twierdził, że bojkot jest „wyłącznie sprawą gospodarczą”, czyli obszarem, który w jego opinii leży poza sferą ich kompetencji.
W swoim liście Bertram dodał z mściwą satysfakcją, że „prasa, znajdująca się głównie
w rękach żydowskich, całkowicie milczała na temat prześladowań katolików w różnych krajach” . Kardynał Michael von Faulhaber, arcybiskup Monachium, po pierwszych bojkotach wysłał list do sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej, kardynała Pacellego. Stwierdził w nim, że „interwencja nie jest obecnie możliwa, ponieważ walka z Żydami stałaby się jednocześnie walką z katolikami; ponadto Żydzi potrafią sami o siebie zadbać, czego dowodem jest szybkie przerwanie bojkotu” . Choć to tylko dwa przykłady, pokazują one, że hierarchowie Kościoła katolickiego byli świadomi prześladowań Żydów, lecz obawiali się odwetu w razie otwartego sprzeciwu. W rezultacie
w przeważającej mierze zachowano milczenie.
Drugą postawą, którą chcę omówić, jest pokusa szukania schronienia w teologii oderwanej od losu tych, którzy cierpieli najbardziej. W miarę nasilania się prześladowań i po wybuchu wojny zarówno duchowni katoliccy, jak
i protestanccy próbowali za pomocą teologii usprawiedliwiać swoje postępowanie, zrzucać z siebie odpowiedzialność oraz izolować siebie i wiernych od przerażającej rzeczywistości. Przykładem może być Kirchenkampf, czyli walka wewnątrz Kościoła protestanckiego. Dwiema głównymi stronami tego sporu byli tak zwani „Niemieccy Chrześcijanie”, utożsamiani zazwyczaj z nazistami lub ich sympatykami, oraz „Kościół Wyznający”, postrzegany powszechnie jako szlachetny ruch oporu wobec Hitlera. Żadnej z tych grup nie można jednak ocenić tak jednoznacznie. Niemieccy Chrześcijanie stanowili połączenie protestantyzmu z niemieckim nacjonalizmem; wierzyli, że przyszłość zarówno Kościoła, jak
i narodu niemieckiego jako nierozerwalnie związaną z hitlerowską wizją przywrócenia Niemcom ich mitycznej świetności. Z kolei Kościół Wyznający stanowczo sprzeciwiał się nazifikacji oraz państwowej kontroli nad instytucją i sakramentami, odrzucając tezę, że najwyższa lojalność chrześcijanina należy się państwu, a nie Bogu. Słynna Deklaracja
z Barmen, pióra wybitnego teologa Karla Bartha, do dziś uchodzi za autorytatywne źródło określające właściwe relacje między Kościołem a państwem w nurcie współczesnego protestantyzmu reformowanego. Choć postawa ta rzeczywiście stanowiła opór wobec prób Hitlera podporządkowania sobie Kościoła, utożsamianie jej ze sprzeciwem wobec nazistowskiej polityki dyskryminacji Żydów byłoby zbyt daleko idącym wnioskiem. Innymi słowy: Kościół Wyznający skupiał się na tym, co uznawano za herezję, a nie na tym, co torowało drogę do Zagłady. Wprawdzie nie należy bezkrytycznie umniejszać wartości tego ruchu, jednak toczone w jego obrębie spory ideologiczne i teologiczne stały się formą ucieczki w obliczu cierpienia
i niesprawiedliwości. Duchowni i teolodzy zajmowali się relacjami państwa z Kościołem,
a nie atakami reżimu na Żydów i inne mniejszości.
Podobnie Kościół katolicki w obliczu wojny
i terroru uciekał w teologiczną abstrakcję. Relacje państwo-Kościół uległy pogorszeniu po serii działań reżimu zmierzających do przejęcia pełni władzy – mowa tu między innymi
o konkordacie Hitlera z Watykanem czy prawnym zdefiniowaniu religii przez pryzmat pochodzenia, a nie wiary (przez co Żydzi, którzy przeszli na katolicyzm, wciąż byli uznawani za Żydów ze względu na pochodzenie). W tym okresie niemieccy biskupi wydali „wspólny list pasterski,
w którym nakazywali duchownym, by ograniczali publiczną krytykę rządu wyłącznie do sytuacji, gdy dochodzi do jawnych ataków na katolicką »naukę dogmatyczną i moralną«” . Co więcej, jeśli księża mieli już podważać ideologię nazistowską, powinni byli „walczyć
z fałszywą nauką i kłamstwem, ale nigdy
z błądzącym czy kłamiącym człowiekiem” .
Kolejny przykład ucieczki w teologię można odnaleźć w postawie biskupa Berlina, Konrada von Preysinga. W miarę jak wojna się przeciągała, a pogłoski o rychłej klęsce Niemiec i nazistowskich obozach zagłady się rozprzestrzeniały, von Preysing coraz częściej budował swoje kazania i wywody teologiczne wokół pojęcia cierpienia. Dla biskupa istotą chrześcijaństwa była męka Chrystusa, a co za tym idzie – także cierpienie jego wyznawców. Według niego Chrześcijanie powinni zwracać się ku Bożemu miłosierdziu i w nim szukać oparcia, kontemplując cierpienie oraz ukrzyżowanie Zbawiciela. W 1944 roku,
u schyłku wojny, von Preysing wezwał wszystkie wspólnoty do ponownego zawierzenia się „Najświętszemu Sercu
30