Memoria [PL] Nr 100 | Page 22

sytuacji. To pierwsze jest cechą profesjonalisty. To drugie może sprowadzić lekarza do roli rzemieślnika, który przestaje dostrzegać etyczny wymiar swojej pracy.

Auschwitz stanowi jeden z najbardziej drastycznych przykładów tego zjawiska. Wielu pracujących tam lekarzy wykształciło skłonność do obsesyjnego skupiania się wyłącznie na technicznych aspektach pracy (das rein Fachliche), co pomagało im unikać refleksji nad moralną stroną swoich czynów. Jak pisał psychiatra i historyk medycyny Robert Lifton, wykwalifikowani specjaliści, postrzegający siebie jako „ekspertów”, bez reszty angażowali się w logistykę i techniczną stronę funkcjonowania krematoriów. Głowili się nad tym, jak zwiększyć przepustowość komór gazowych oraz przyspieszyć sam proces uśmiercania. Pewien lekarz, próbując rozwiązać problem powolnego rozpalania stosów spaleniskowych, dzielił się swoimi rozważaniami: „Możesz to sobie wyobrazić? Nagie ciała nie chcą płonąć. Jak to [spalić]?”. Próba znalezienia najlepszego sposobu spalania zwłok zamiast pytania o to, dlaczego ci ludzie muszą ginąć, wydaje się absurdalna, ale w ten sposób lekarze radzili sobie

z poczuciem winy. Sprowadzali potworne zbrodnie do czysto pragmatycznych kwestii.

Podobne mechanizmy występowały wśród nazistowskich lekarzy dążących do pogłębiania doświadczenia zabiegowego. Aby opanować techniki operacyjne, poddawali zabiegom więźniów cierpiących na schorzenia, które akurat znajdowały się

w kręgu ich zainteresowań. Ignorując etykę, traktowali obóz jako idealne laboratorium. Zawierając ten faustowski pakt, stali się automatami gotowymi wykonać każdą operację, nie zważając na zasady moralne.

Choć sytuacja ta w niczym nie przypomina warunków, w jakich pracują współcześni lekarze, tendencja do skupiania się wyłącznie na technice zabiegu – tak jaskrawa

w przypadku Auschwitz – powinna służyć jako przestroga.

We współczesnej chirurgii skłonność do nadmiernego koncentrowania się na aspektach technicznych jest powszechna.

W pewnym stopniu może być ona nieunikniona na etapie szkolenia, gdy lekarz musi opanować konkretne umiejętności. Może to jednak prowadzić do zaniku etycznej czujności, która budzi się dopiero wtedy, gdy pamiętamy o szerszym kontekście. Bez zrozumienia sensu zabiegu nie sposób ustalić, czy służy on leczeniu czy wyrządza szkodę. Istnieje ryzyko, że lekarz zmieni się

w zwykłego rzemieślnika, wykonującego swoje zadania w sposób czysto mechaniczny. Jako lekarze odpowiadamy za dobrostan naszych pacjentów i społeczeństwa. Częścią tej odpowiedzialności jest dbanie o to, by nasze umiejętności zawsze służyły słusznej sprawie.

Znieczulenie

Pacjenci, którymi opiekowałem się na sali operacyjnej, zazwyczaj znajdowali się pod głęboką narkozą. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że nieświadomość pacjenta paradoksalnie ułatwiała mi wykonywanie obowiązków. Narkoza nie tylko eliminowała ryzyko zadawania bólu, ale też minimalizowała moje obawy związane z możliwością popełnienia błędu, który przy przytomnym pacjencie wiązałby się z dotkliwym cierpieniem dla niego i niekomfortową sytuacją dla mnie. Znieczulenie dawało również personelowi medycznemu swobodę poruczania tematów – czasem żartobliwych lub niestosownych – zupełnie niezwiązanych z operacją, bez obawy o to, jak zostaną odebrane. Innymi słowy: mogliśmy zachowywać się tak, jakby pacjenta w ogóle z nami nie było.

Badania potwierdzają, że sposób mówienia chirurgów, ich zachowanie, a nawet metody nauczania zmieniają się diametralnie, gdy pacjenci są pod narkozą. Na łamach American Journal of Surgery Claire Smith wraz

z zespołem przedstawiła wytyczne dotyczące komunikacji na linii chirurg–pacjent, które mają godzić komfort chorego z potrzebami dydaktycznymi i skutecznością operacyjną. Sam nie zdawałem sobie sprawy, jak silną czułem potrzebę, by narkoza izolowała mnie od psychicznego obciążenia związanego

z obecnością świadomego pacjenta, dopóki nie zetknąłem się z osobami przytomnymi podczas zabiegów małoinwazyjnych. Nawet przy prozaicznych czynnościach, takich jak mycie ciała, moje poczucie empatii stawało się znacznie głębsze, kiedy pacjent był przytomny, Często pytałem o samopoczucie, upewniałem się, że woda jest ciepła, aby nie wywoływać dreszczy, i goliłem skórę ostrożniej, by uniknąć podrażnień. Zamiast żartować z współpracownikami, rozmawiałem

z samym pacjentem. To uświadomiło mi, że sam kontakt z ludzkim ciałem, nie wystarczał, by wzbudzić we mnie empatię. Moja empatia okazywała się być bezpośrednio zależna od stopnia świadomości pacjenta.

Znieczulenie eliminuje ból u pacjenta, ale równie skutecznie może stępić wrażliwość lekarza. W Auschwitz medycy znajdowali usprawiedliwienie w fałszywym przekonaniu, że Cyklon B powoduje bezbolesną śmierć. Komendant Auschwitz, Rudolf Höss, wspominał zapewnienia lekarzy, wedle których kwas pruski porażał płuca na tyle gwałtownie, że śmierć następowała jeszcze przed pojawieniem się drgawek czy przerażającego uczucia duszności. Odrzucono alternatywną metodę uśmiercania – rozstrzeliwanie – ponieważ stwierdzono, że powodowałaby większe cierpienie. Z dzisiejszej perspektywy mrozi krew w żyłach fakt, że jedną metodę zabijania uznano za „bardziej dopuszczalną” od innej ze względy na rzekomo mniejszy ból fizyczny. W rzeczywistości to przekonanie

o „humanitarnym” charakterze tej metody pozwoliło na realizację ludobójstwa

o niespotykanej dotąd skali.

We współczesnej chirurgii narkoza jest niezbędna, jednak kluczowe jest zrozumienie, jak wpływa ona na nasz sposób pracy. Świadomość cudzego cierpienia to jeden

z najsilniejszych bodźców wyzwalających empatię – budzi w nas poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka

i zmusza do ciągłego doskonalenia się. Powinniśmy dążyć do tego, by traktować nieprzytomnego pacjenta z taką samą wrażliwością, jak gdyby był w pełni świadomy. Pamiętajmy, że naruszenie dobra chorego – zarówno w wymiarze fizycznym, jak i moralnym – jest możliwe nawet wtedy, gdy nie odczuwa on bólu. Skrajny przykład lekarzy nazistowskich dowodzi, że bezbolesność zadawanej śmierci w żaden sposób nie zmienia moralnej kwalifikacji czynu, jakim jest odebranie człowiekowi życia.

Zakończenie

Nie zamierzam sugerować, że że praktyka chirurgiczna jest z gruntu pozbawiona zasad etycznych. Współczesna medycyna zabiegowa to niewątpliwie niezwykła dziedzina, która niesie pacjentowi ulgę i nadzieję. Zdaję też sobie sprawę, że w tak krótkim tekście nie sposób w pełni naświetlić złożonych mechanizmów psychologicznych, które doprowadziły lekarzy do sprzeniewierzenia się etyce lekarskiej na rzecz nazistowskiej ideologii. Mam jednak nadzieję, że wskazując na pułapki etyczne bloku operacyjnego

i przywołując doświadczenia lekarzy-więźniów w obozach koncentracyjnych, udało mi się wykazać, jak kluczowe jest zakotwiczenie każdej interwencji medycznej w fundamencie moralnym. Niejednokrotnie to właśnie świadomość szerszego kontekstu własnych czynów stanowi granicę między ratowaniem życia a wyrządzaniem szkody. Ustanawianie

i dopracowywanie standardów etycznych na bloku operacyjnym nie musi być skomplikowane. Czasami wystarczy uświadomić sobie bezbronność pacjenta lub przypomnieć sobie, dlaczego wykonujemy określone czynności. Taka refleksja nadaje naszej pracy głębszy sens i uzupełnia obowiązujące wytyczne dotyczące opieki okołooperacyjnej.

Chirurdzy są ludźmi czynu. Nasze dłonie odruchowo sięgają po skalpel, by natychmiast usunąć problem, zanim umysł w pełni przeanalizuje sens tego działania. Prawdziwe leczenie opiera się jednak na podmiotowym podejściu. Musimy mieć absolutną pewność, dlaczego pacjent potrzebuje konkretnego, ratującego życie zabiegu – i to na długo przed tym, zanim nasze dłonie spłyną krwią, a ostrza skalpeli dotkną ciała.

=====

Jason Han był stypendystą FASPE w dziedzinie medycyny w 2016 roku. Obecnie jest kardiochirurgiem w Cooper University Hospital.

22