miasteczka. Ostra była. Kilka minut po nieprzyjemnej rozmowie z alabastrową projektantką mody farmerka
napotkała cierpiącą na manię prześladowczą opiekunkę wszystkiego, Fluttershy.
– No i jak się masz, trzęsidupo? Co jest z twoimi ptakami?
– Och, Witaj… Um… Dlaczego mnie tak nazywasz? – zapytała zaskoczona zachowaniem przyjaciółki klacz.
– Czekaj, niech się zastanowię… Droga koleżanko, boisz się dosłownie wszystkiego! Pewnie zaraz po narodzinach zwiałaś rodzicom, bo się przestraszyłaś! – zakpiła sobie Applejack.
– A-ale...
– Co jest grane z ptakami? Dlaczego nie śpiewają? Co im zrobiłaś, zoofilko jedna?
– A-Applejack… – wyjąkała przez łzy Flutershy. – Dlaczego tak mnie nazywasz? C-co ja ci zrobiłam? T-to
chyba jakiś koszmar…
– I znowu beczysz! Na litość, Applebloom ma większe jaja od ciebie!
Co za cios! W kilka sekund Fluttershy zalała się łzami i uciekła. Applejack prychnęła dumnie, po czym pozwoliła wietrzykowi potargać swą piękną, rozpuszczoną grzywę. Farmerka pewnie ruszyła przed siebie
i odwiedziła jeszcze Pinkie Pie i Twilight Sparkle, po drodze wpadła na Rainbow Dash. Nawet ta ostatnia nie
była w stanie zgasić tego wewnętrznego „płomienia” farmerki. Tym razem to Applejack miała o dwadzieścia
procent więcej wszystkiego.
Zanim całe Ponyville pogrążyło się w niezgodzie, pomarańczowa klacz zdążyła dotrzeć do lasku za miastem. Radośnie pokłusowała w stronę dwóch kruczoczarnych istot o wielkich ślepiach i owadzich skrzydełkach,
po czym głośno i szyderczo się roześmiała. Klacz ogarnęła seledynowa aura, ona sama zaś w kilka sekund
urosła, dostała skrzydeł i krzywego rogu. Jej sierść sczerniała, a grzywa zzieleniała.
– Ciekawe, jak ona się z tego wytłumaczy! – krzyknęła tryumfalnie królowa Chrysalis, siewczyni niezgody.
Chyba jednak nie jestem wszechwiedzący…
44