POEZJA
Bajka o ziemniaku, co chciał zostać rybą
Ponder
Za którąś górą, lasem, którąś rzeką...
W sumie dlaczego miałbym wam je liczyć?
Grunt, że to było w cholerę daleko,
choć i to nie jest wszak fakt zasadniczy.
Taki już zwyczaj w bajkach jest głupawy,
że czas i miejsce się zrazu wymienia.
Czy z obowiązku, czy to dla zabawy –
dla samej bajki jest to bez znaczenia.
Tradycja mnie się nie ima ta dziwna,
datami rymów swych nie będę psował,
będzie to bajka zatem progresywna,
a bodaj czy nie wręcz awangardowa.
W mieścinie, której pełne położenie
zna chyba tylko sam podmiot liryczny...
(albo narrator. Już nie jestem pewien,
bajka: gatunek gdyż to synkretyczny).
W nieokreślonym przedziale czasowym,
w mętnych realiach quasihistorycznych,
pod niebem jasnym (niemal turkusowym),
pośród chatynek w kiczu swoim ślicznych
żył ziemniak stary bardzo i uczony,
w sąsiedztwie znany oraz poważany,
bo był umysłem w kwantach niezgłębionych
i w greckich księgach wielce oczytany.
Cudze zaś spory rozstrzygał łagodnie
i gdy zdarzyła tam się kłótnia jaka,
wszyscy sąsiedzi powtarzali zgodnie:
– Trzeba ci rady? Kołacz do ziemniaka!
On jednak czemuś wciąż był nieszczęśliwy;
babrał się w różnych egzystencjalizmach,
miał nawet autodestrukcyjne zrywy,
choć nigdy by się do tego nie przyznał.
48