poezja
Świat jest pełen wielkich rzeczy. Widzia-
łam wiele wielkich budynków, gigan-
tycznych drzew oraz ogromnych słów,
a każde z nich wyjątkowo inne.
Słowa są, zdaje się, elementem naszego
życia, każde ze słów, które wypowiadamy
jest niczym wielki ładunek, nacechowany
różnymi znaczeniami, czasem pozytyw-
nymi czasem nie. A te słowa tworzą cha-
raktery, kreują świat i dają nam zdefi-
niować, niekiedy niby niedefiniowalne
słowa. Tworzą ludzi oraz pewne pojęcia,
a czasem łączą te dwie rzeczy w spójną
całość. Tworzą opowieść, a ona kreuje
artyzm, a czasem pozwala nam opisać
nieopisywalne rzeczy.
Tak jak słowa pozwalają nam opisać Ją.
Chodzącą po świecie w czarnych, błysz-
czących lakierkach. Ubraną w żakiet o
pięknym, seledynowym kolorze, wyko-
nanym z aksamitnego materiału. W zwy-
czajnych dżinsowych spodniach, nud-
nych, białych trampkach, na której
twarzy malowało się milion emocji. Była
wszystkimi ludźmi na ziemi, a jednak,
w jednym stroju wędrowała przez stare
słowiańskie wioski, gdzie ludzie tańczyli
w kolorowych strojach mazurka i oberka,
śmiali się i częstowali ciastami wyłożo-
nymi na stołach.
Była, gdy wznoszono wielkie biurowce,
ścigające się o to, który pierwszy dotrze
do nieba i sięgnie chmur. Obserwo-
wała budowy zwyczajnych domów
na przedmieściach i osiedli niedaleko
parków. Odwiedzała wielkie cywilizacje,
gdzie wszystkiego było pod dostatkiem
oraz miejsca, w których panował głód.
Wszystko to w każdym czasie.
Była na wojnach, wśród pożarów, krzy-
ków i błagań, gdzie litość można było
dostrzec u nielicznych. Wojny raniły
ludzi, jak drzazgi albo kolce kaktusów,
tylko że wchodziły głębiej niż w dłonie,
a gdy się ich pozbywali, zawsze było to
uczucie, które Ona tak dobrze znała,
natłok niezmierzonych myśli, których
nie dało się wypowiedzieć, ale można
było opisać. Można było pisać, pisać,
pisać i pisać, aż w końcu nie pozosta-
wało nam nic innego, jak słowa, miliony
słów; synonimów, homonimów, antoni-
mów, neologizmów. Otaczała wojaków
NASZ A PRZE SZŁO ŚĆ,
PRZY SZŁO ŚĆ
I TER AŹNI EJSZ OŚĆ.
Zosia Luleczka,
klasa 3B gimnazjum
ramieniem, okalała ich i chroniła.
Była również podczas niezmierzonych
ludzkich wędrówek, pozwalając zamie-
nić przeżyte historie w słowa, rymy lub
też nie rymy, to nie miało znaczenia, naj-
ważniejsze były nasze uczucia, artyzm
wypływający z nas jak płynny miód, gdy
nie byliśmy w stanie przedstawić tego, co
chcieliśmy, mówiąc. Poezja dawała nam
dar pisania, pozwalała pisać, pokazując
emocje, doprowadzając nas do płaczu
albo niemego zachwytu.
Stawała się głosem rewolucji, goto-
wym do walki z miejsca, całym sercem
i duszą. Wypełniała nas nadzieją i pozwa-
lała walczyć, chociażby o ostatni oddech
nim utoniemy na zawsze w odmętach
walk. Jej głos przeszywał dusze, napa-
wał zmysły, dawał coś nieuchwytnego,
a mimo wszystko, niezwykle bliskiego.
Pozwalał zrywać łańcuchy, łamać nie-
tolerancję, niszczyć mury oraz napawać
serca miłością, której tak bardzo potrze-
bujemy.
Była głosem kochanków, przypomina-
jącym delikatną rosę o poranku. Była
pełna ozdobników, piękna i niebez-
pieczna. Krzyczała w euforii głośniej
niż zwycięzcy wielkich konkursów. Jej
zdanie mogło być kontrowersyjne, wzbu-
dzało zachwyt oraz pozostawiało ludzi
łaknących więcej.
Potrafiła być każdym głosem, cichym lub
donośnym. Była wężem utworzonym ze
słów, które porywał wiatr i niósł lekką
melodią przez świat.
Spoglądając na małe dziecko, nikt się nie
spodziewa, że kiedyś może i ono prze-
siąknie słowami, jak skóra drogimi per-
fumami i będzie wyjątkowo wrażliwe,
mimo upływu lat.
Zawsze wracała, czasem w długich ele-
ganckich spodniach, koszuli i swe-
trze, okularach na nosie. Czasem w cia-
łach wielkich umarłych poetów nowego
pokolenia, tych, którzy mieli odwagę
marzyć i przyjąć ją do swoich dusz.
Była stowarzyszeniem nastolatków lubu-
jących się w pięknych słowach, zawiłych
wersach i strofach.
Biegała po łące w zwiewnej sukni i leżąc
w trawach, opisywała piękne dni, pod-
czas których liczyła chmury na niebie.
Czasem zwijała się w kłębek pod kocem
i płakała, bazgrząc prawie niewidocznie
ołówkiem po papierze, gdy serca pękały,
a dusze ludzkie się chwiały, jakby stały
na krawędzi wielkiej przepaści. Lubiła
wnikać w świadomość niewinnych, bo
ich słowa wyglądały na kartkach niewin-
nie, dziecinnie i spokojnie, zupełnie ina-
czej niż te trudne i ciężkie litery w gru-
bych księgach pozornie wielkich ludzi.
Tak właśnie Poezja kroczyła przez nie-
skończoną ilość lat i kroczyć będzie.
Odwiedzać będzie znów ludzkie ciała
i przenikać będzie ich dumne dusze,
wróci do czynów i sytuacji, aż w końcu
niezmierzonych ludzkich wędrówek
i małych słowiańskich wsi. Poezja dalej
będzie chodziła po świecie w butach
z artyzmu, ubrana w abstrakcję będąc
jednym z kilku najważniejszych wehiku-
łów porywających nas w górę*. Prezen-
towanie jej jako coś niezmiernego, możli-
wego do znalezienia w każdym aspekcie
naszego życia wydaje się wręcz niemoż-
liwe. A jednak jest tutaj, jest w wielu mło-
dych ludziach tego pokolenia i na zawsze
pozostanie naszą przyszłością, przeszło-
ścią i teraźniejszością.
*cytat z Obrony żarliwości,
A. Zagajewskiego, Kraków 2002.
K A J E C I K
15