Janinówka były tak zwane ,,Ogrody Lampego”, a właścicielem był Lampe. W ogrodach
Lampego było urządzone coś w rodzaju wesołego miasteczka z huśtawkami i karuzelą.
Niedziele i święta były zawsze wesołe, bez awantur. Trzecim właścicielem był Hipsch,
którego zabudowania dotąd przetrwały na dzisiejszej ul. Trockiej, gdzie obecnie jest P.G.R.
,,Hipschówka” również prowadziła głównie warzywnictwo, ale już się spotykało łany zbóż i
obszerne pola ziemniaków
. Produkty stąd nasycały prawobrzeżną Warszawę na targowisku przy ul. Skaryszewskiej róg
Targowej. Koloniści Niemcy – właściciele majątków zatrudniali u siebie rodziny polskich
wyrobników rolnych z podwarszawskich wsi i z tych to rodzin między innymi tworzyło się
społeczeństwo Targówka. Już w okresie Rady Regencyjnej (od 1917r.) Ni emcy zaczęli
wyzbywać się swoich posiadłości, parcelowali je i sprzedawali. Najdłużej utrzymał się
Hipsch, od którego część jego majątku kupiła w parcelach p. Tomaszewska, chociaż na
Targówku nigdy nie miała zamieszkać. Po prostu posiadany kapitał ulokowała w ziemi
(mieszkała w Milanówku). Wiem od p. Tomaszewskiej, że nosiła się z myślą o różnych
inwestycjach dla Targówka, lecz to szło ogromnie opornie. Koloniści – Niemcy Targówek
opuścili zaraz po pierwszej wojnie, zostali tylko dzierżawcy, drobni właściciele
poszczególnych parceli zakupionych pod jednorodzinne domki z ogródkami. Nabywcami
tych parceli byli w większości kolejarze, tramwajarze, robotnicy Hipschówki, ogrodnicy spod
Radzymina i Marek i różni chałupnicy. Zdarzały się i domki czynszowe, do których
sprowadzali się najbiedniejsi robotnicy warszawscy, bo komorne tutaj było niskie. Dzielnica
ta długo należała do gminy, której urząd mieścił się razem z komisariatem w jedynym
murowanym domku na ul. Julianówce, obecnie Tykocińskiej. W 1916r. została zniesiona
gmina i Targówek, aż do ul. Trockiej obecnej, stał się peryferyjną dzielnicą wielkiej
Warszawy. Dojazdu do Tragówka w dalszym ciągu nie było. Ostatni przystanek tramwajowy
był bardzo długo na rogu Kawęczyńskiej, Ząbkowskiej i Radzymińskiej; od strony Św.
Wincentego pętla była przy ul. Szwedzkiej. Od jednej i od drugiej strony było po 2 i więcej
kilometrów. Do tej odległej, ale za to tańszej dzielnicy ciągnęła wielkomiejska biedota na
mieszkanie. Przez wiele lat wodę ,,zdatną do picia” kupowano od woziwody, który w beczce
na dwukołowym wózku rozwoził ją z odległych studni. W 1922/23 roku sama taką wodę
kupowałam.
Dwie główne arterie na Targówku, o których piszę to ul. Radzymińska i Św. Wincentego. Do
pierwszej wojny światowej i parę lat po wojnie ul. Radzymińska za wałem była zwykłą polna
drogą prowadzącą do Marek i Radzymina. Mówiono na nią ,,droga na Radzymin”. Nie miała
żadnych zabudowań mieszkalnych. Po prawej stronie tory kolejowe i wartownicze budki
dróżników. W miejscu naprzeciw dzisiejszej ul. Handlowej był tartak, własność prywatna,
gdzie rżnęli drzewo piłami jak na wsi. W pobliżu stała mała fabryczka dykty. Po tej samej
stronie prawej, jakiś kilometr od tartaku w stronę Radzymina był jedyny dom mieszkalny
,,Pod bocianem”, a naprzeciwko obmurowana ,,Biała karczma”, dotąd tak się nazywająca.
Obydwa te domy obsługiwały jadących na targi do Warszawy ,,badylarzy” i rolników.
Służyły jednocześnie jako domy noclegowe. Więcej budynków nie było, dopiero aż w
wioskach: Pustelnik i Struga stały zabudowania ludzkie. Ul. Św. Wincentego jako
atrakcyjniejsza ze względu na pogrzebowy trakt cmentarny była bardziej zaludniona. Po
jednej i po drugiej stronie ulicy było kilka większych i mniejszych przedsiębiorstw
kamieniarskich z własnymi mieszkaniami oraz ogrodnicy kwiaciarze. Na początku ulicy pod
numerem 2 – piekarnia ,,Roguskiego” (tak nazywał się właściciel), a na końcu ulicy na wprost
bramy cmentarnej – restauracja ,,Pod trupkiem” zwana tak do dnia dzisiejszego. Pamiętam tę
ulicę z moich lat dziecięcych, kiedy to w Dzień Zaduszny i Wszystkich Świętych z Placu
Zamkowego do cmentarza jeździło się za 3 lub 5 kopiejek ,,platformami”. Były to zbite z
77