instrumenty muzyczne, książki z biblioteki, portrety, pomoce naukowe, nawet pianino
przyciągnęłyśmy do klatki schodowej i z powrotem na miejsce. To było ponad nasze siły.
Zostały również na swoich miejscach szafy, biurka i ławki. 2 października zjechali Niemcy i
byli przez 6 tygodni.
W naszej szkole pracował od wielu lat nauczyciel języka niemieckiego Robert Besser,
ewangelik ,,dobry Polak”. Za takiego się uważał. Po kapitulacji Warszawy zgłosił się
pierwszy do mnie, więc prosiłam go o pomoc przy zabezpieczeniu sprzętu szkolnego, który
został w budynku. Na jego prośbę wszystkie szafy, stoły i biurka zostały zniesione do jednej
izby, którą Niemcy wydzielili ze swego użytkowania , a ławki zgromadzono na dziedzińcu
pod prowizorycznym dachem. W moim pokoju urządzono pracownię krawiecką (szyto i
reperowano bieliznę i mundury). Na dziedzińcu szkolnym przez 2 dni zwoływali Niemcy
ludzi obarczonych dziećmi i rozdawali chleb przywieziony na wielkiej furze. Miało to być dla
pogorzelców, ale dawali kto się zgłosił. Ustawiali ich w ogonku i fotografowali. Taki był cel
rozdawnictwa. Mieszkańców naszych nie spotykałam. Przez całe 6 tygodni budynek i
dziedziniec szkolny były miejscem kaźni. Przywożono ludzi z nocnych rewizji, z dziennych
łapanek na odsiedzenie w areszcie (piwnicy) i na śmierć. Leje po bombach na polu
przylegającym do terenu szkolnego służyły skazańcom za grób. Prawie wszystkie budynki
szkolne na Pradze były zajęte przez wojska niemieckie, więc szkoły znajdujące się w domach
czynszowych musiały pomieścić u siebie szkoły bezdomne, wypędzone przez wojsko. Takie
przytulisko nasza szkoła znalazła w szkole 44 przy ul. Stalowej 34 na godziny popołudniowe.
Zwołałam więc wszystkie dzieci, kol. Besser zwołał wszystkich kolegów nauczycieli i 8
października 1939r. Rozpoczęliśmy lekcje. Ponieważ w ciągu dnia część mojego mieszkania
zajmowali Niemcy, więc ze zrozumiałych względów wychodziłam od rana, a wracałam przed
godziną policyjną, kiedy moje mieszkanie było już wolne. W listopadzie tegoż roku stan
zdrowia kierownika szkoły pozwolił mu na jakiś czas wrócić do pracy, więc wspólnie
zaczęliśmy szukać lepszych i większych pomieszczeń dla naszych dzieci. W kilka tygodni po
rozpoczęciu nauki kol. Besser ,,awansował” na kierownika szkoły dla volksdeutsch, co nam z
dumą oświadczył i pożegnał.
R OK SZKOLNY 1940/41
Z wiosną 1940 roku dostaliśmy izby lekcyjne w szkole 136 przy ul. Kowelskiej. Ponieważ
klasy były jasne, słoneczne i duże, samopoczucie nasze i dzieci zyskało na równowadze. Na
Kowelskiej pod 1 zakończyliśmy pierwszy wojenny rok szkolny Hymnem Narodowym i Rotą
Konopnickiej. Nasz budynek przy ul. Stojanowskiej był już pusty, lecz zarekwirowany
jeszcze przez całe wakacje. Nowy rok szkolny 40/41 zaczął się jednak w naszym budynku
przy ul. Stojanowskiej . Z wiosną 41r., gdy Niemcy rozpoczęli wojnę ze Związkiem
Radzieckim, znów zaczęli zajmować budynki szkolne. Należało więc przygotować jakieś
zastępcze izby na wypadek, gdy budynek szkolny zostanie nam zabrany. Pomieszczeń takich
znaleźliśmy kilka: Janinówka 45 – pokój 15m2, wolny i z balkonem, za który właściciel
otrzymywał czynsz z Zarządu Miejskiego. Na Janinówce pod 14 p.Wojtosiowa przyrzekła w
każdej chwili przygotować pokój na wypadek potrzeby. Na Lusińskiej pod 18 zajęliśmy dużą
piwnicę z okienkami na ulicę; na Lusińskiej pod 16 dwie małe izby dla dzieci i jedna dla
kancelarii oraz największa izbę na Piotra Skargi 20/22, gdzie była czytelnia dziecięca, a którą
Niemcy kazali zlikwidować - zlikwidowano pozornie. Gdy w czerwcu 1941 roku kazano nam
budynek oddać, 13 oddziałów rozsypało się na przestrzeni do 1 km, a gdy przenosiliśmy
22