GPS GPŚ 30 2015 | Page 20

20 kulturalnie nr 30 (269) 29 lipca 2015 Piotr Nowak z Carlosem Wraz z  Rui Carlosem Ferreirą na Bitwach wystąpił Piotr Nowak wraz z córką Anastazją – mieszkańcy powiatu średzkiego. Nie znając Piotra Nowaka można pomyśleć, że to obcokrajowiec śpiewa na deskach zaniemyskiego amfiteatru. Na swym koncie muzyk ma wiele sukcesów. – Z  Carlosem śpiewam już od 2011r. Co do naszego spotkania, to nie było tak prosto. Zostałem polecony przez jednego z  poznańskich muzyków. Nagrałem demo piosenki „You’re a  woman” i czekałem około pół roku na informacje. W  tym czasie trwały przesłuchania innych osób. Dostałem telefon, że wygrałem. Mamy za sobą liczne koncerty. Pierwszy w  TVP Poznań podczas Sylwestra 2011, kolejny w  poznańskiej Arenie z  zespołem Weekend w 2013r. oraz najważniejszy – Sopot Top of the Top Festiwal w  Polsacie też w  2013r. – przeboje lat 80-tych. Wielkie podziękowania dla p. Anny Nowak, dzięki której mogłem w  końcu zagrać „u  siebie”, dla swoich – mówi REKLAMA XXXVII Zaniemyskie Bitwy Morskie Rui Carlos Ferreira był główną gwiazdą na scenie 37. Zaniemyskich Bitew Morskich. Odbierany pozytywnie i tak, jak zapowiadała dyr. GOKiR Anna Nowak, swymi utworami porwał publiczność do cudownego świata wielkiej, nieprzemijającej muzyki, do szalonego tańca. Co robił w Polsce? Gdzie teraz mieszka? Jakie ma zamiary? Z Carlosem rozmawiała Małgorzata Frąckowiak. Carlos – You’re a woman – Ty jesteś kobietą Piotr Nowak podczas koncertu z  Carlosem w  Zaniemyślu.  Fot. GosiaF. Piotr Nowak – Anastazja, moja córka w sierpniu kończy 13 lat. Ukończyła Niepubliczna Szkołę Muzyczną we Wrześni. Od września przeprowadza się do Poznania, gdyż dostała się do gimnazjum muzycznego. Już jako pięcioletnia dziewczynka wygrała program telewizyjny „ Mini szansa na sukces” Eli Skrętkowskiej. Wspólnie z zespołem „Najlepszy Przekaz w Mieście” nagrała ich najnowszy utwór „Bawmy się”, a tu w  Zaniemyślu występowaliśmy razem z  Carlosem – dodaje uśmiechnięty Piotr Nowak. n GosiaF Rui Carlos Ferreira podczas koncertu oraz chórek: Anastazja Nowak i Agata Śliwińska. Fot. Artur Śniedziewski Jak trafiłeś do Polski po światowych wojażach? Przedwczoraj przyjechałem (śmiech). Mieszkałem w  Polsce przez jakiś czas, ale od trzech lat mieszkam w  Manchester (Wielka Brytania). Wracam tu, przebywam często w  Polsce. Mam dużo przyjaciół, znajomych, rodzinę. Współpraca z  zespołem Bad Boys Blue zakończyła się cztery lata temu. Dlaczego już nie współpracujecie? – A  dlaczego nie? (śmiech). Nawet Michael Jackson, nieżyjący już, rozstał się ze swymi braćmi. Na dłuższą metę, tak naprawdę współpracować w  zespole nie jest tak prosto, jakby to ludziom mogło się wydawać. Jeść śniadanie, obiad z  tym samym człowiekiem, lecieć z nim samolotem na koncerty, to jak mąż i żona (śmiech), tylko, że z mężem i żoną jest zupełnie inna sytuacja, idzie się dogadać, choć czasem dochodzi też do rozwodu (śmiech). W  pewnym momencie każdy miał dosyć i wybraliśmy nowy kierunek. Pozostało miłe wspomnienie. Kilka dobrych lat na różnych scenach, w różnych zakątkach świata. Samemu jest lepiej, robisz to wspaniale, przyciągając rzesze publiczności. – Tak (śmiech). Jest to dla mnie o  tyle dobre, że choć nie podróżuję aż tak intensywnie, jak dawniej, ale robię, gram rzeczy, których wcze- śniej Bad Boys Blue nie grał. Czuję, że nikt mnie nie ogranicza i wykonuję utwory z radością. Pamiętam mój pierwszy program w radiostacji jako DJ i potem w Polsce, gdzie powstał zamysł, by przestać grać czyjąś muzykę i zacząć swoją. Teraz gram nie tylko utwory innych zespołów, ale także moje własne, które zawsze mi się marzyły. Jeżeli chodzi o muzykę, to mam ludzi, którzy ją tworzą dla mnie, mam do nich zaufanie. Człowiek sam wszystkiego nie może robić (śmiech). Co zadecydowało o takiej drodze muzycznej? Muzyka była cały czas. Poniekąd miała wpływ na moją drogę, bo istnieje takie coś, jak prawo przyciągania, naprawdę (śmiech). Przyciągamy do siebie rzeczy, ludzi, przedmioty, które pasują do naszej rzeczywistości. Była także gra na deskach teatru Rozmaitości w  Warszawie? Jak to wspominasz? Podróżowałem po świecie, przedstawiając polski teatr. Grałem w spektaklu „Uroczystość” na całym świecie, między innymi w  Nowym Jorku na Manhattanie. Grałem dziwną postać, co mi się często w Polsce zdarzało, zgadnij? Obcokrajowca! (śmiech). Studiowałeś też Archeologię i Dziennikarstwo? Archeologię skończyłem, a  wybrałem ją przez pomyłkę (śmiech). Naprawdę chciałem pójść na Antropologię, Etnografię i  zająć się afrykańskimi religiami. Dziennikarstwo zawsze lubiłem. Jako prezenter muzyczny w  różnych programach radiowych i  telewizji stwierdziłem, że powinienem nabrać podstaw zawodowych. Czyli lubisz to, co robisz w  życiu? Tak, bardzo. Uwielbiam. Uważam, że trzeba robić to, co się lubi i robić to dobrze, inaczej nie ma sensu. Jeśli coś człowiekowi nie odpowiada, to lepiej tego nie ruszać. Lepiej wykorzystać czas na rzeczy pozytywne, które fascynują i dają również szczęście innym, tak, jak np. muzyka. Bo muzyka jest nie dla siebie, to ludzie przychodzą i  chcą jej słuchać. Człowiek może dać coś ze swej duszy i być szczęśliwy. Przesyłam specjalne pozdrowienia dla Głosu Powiatu Średzkiego i Czytelników – Carlos ex Bad Boys Blue. Dziękuję w  imieniu redakcji i  Czytelników. Więcej zdjęć na Facebook.com/ GlosPowiatuSredzkiego