E!milka Nr 24 Styczeń - Page 2

w jakiej ilości? Św spędzony z bliskimi pomocy - obie te r robić codziennie. Świąteczna depresja Godzina czwarta po południu. Jak na komendę pracownicy zaczęli zrywać się z foteli, pospiesznie pakować swoje torby, śmiać się i wybiegać z biura. Na pytanie jednego z nich, czemu Maciek również nie wychodzi, mężczyzna z wymuszonym uśmiechem odpowiedział, że musi nadrobić zaległości. Skłamał. W rzeczywistości Maciek nie miał żadnych zaległości. Wszystkie papiery były posegregowane, raporty dokończone, a segregatory poukładane. Maciek Wolski nie chciał jeszcze wychodzić. Chciał siedzieć tu jak najdłużej, byle tylko nie widzieć tych wszystkich ludzi biegnących jak na wyścigi do swoich samochodów, kupujących prezenty na ostatnią chwilę czy niosących siatki z zakupami spożywczymi. Każdy człowiek, każda osobna jednostka, starszy pan w eleganckim płaszczu, nastolatka bez czapki, dziecko z zabawką w ręce, chłopak obejmujący dziewczynę - wszyscy oni sprawiali, że na ich widok Maciek miał ochotę rwać sobie włosy z głowy. Co ci wszyscy ludzie widzieli w świętach? Co można było widzieć w brudnych plamach starego śniegu, zabłoconych chodnikach, korkach i zwiększonej ilości wypadków na drogach? Boże Narodzenie sprawiało, że wszyscy stawali się nagle tak fałszywie mili, pomocni i hojni - czy tak naprawdę nie chodziło o pochwalenie się swoim majątkiem, udowodnienie, kto ma najbardziej zieloną choinkę, kto najładniej ją przystroi, kto wywiesi najwięcej lampek na podwórko, kto kupi największy, najbogatszy, najlepszy prezent i kto najpiękniej go zapakuje? Czy święta to nie jedna, wielka pokazówka kto co ma, co będzie miał i Maciek po dwóch wyproszony z b ochroniarz chciał ju błagał mężczyznę, pracę. Ten niechętni zdążył wyjść na p siedział już w swo silnik. Maciek wiedzi stopa na gazie, dopuszczalnej prę światło, pisk opon i na sam koniec... niewinnego dzieck duszyczki, śmierć os bardzo mu zależało. zeszłym roku. Tamten kierowca t domu. Chciał jak na ciepłego mieszkania, odpakować z pewno od swojej młodej żo zwolnić do tej chole odłożyć telefon, roz te kilka minut? Czy Kilka gniewnych słó śmierć dziecka - to cena. Wolski wszedł d zatrzasnął za sobą d tak nie wytrzyma. R go od środka, ro miażdżyła kości, śc stukała w czaszkę. C już, teraz, natyc wspomnienia wrócił uderzyły, zwalając m ściągając płaszcza p wyciągnął z niego t Nie zawracając sobie sprawdzeniem, jak odkręcił butelkę i połowę jej zawa kanapę, szklącymi o w brudne, dawno nie Kiedy siedem lat tem zmarła jego żona, trzymał. Wiedział, straty miał dla ko malutką Sarę, k opiekować, zapom